11:15

Nim nadejdzie świt - Alicja Wlazło




W trzech punktach:
1. Zagadka kryminalna wychodząca na pierwszy plan
2. Miłość, która w tym przypadku może być oznaką słabości.
3. Zakończenie, które zaskakuje.

*Podobno pierwsza miłość nie może trwać wiecznie. Podobno wypali się przy pierwszym podmuchu pędzącego życia… Czy na pewno?
Theo pragnie by rodzice byli z niego dumni. Chodzi na treningi kickboxingu, jak niegdyś jego ojciec, gra również na skrzypcach, tym samym spełniając marzenie matki. Ich życie wydaje się poukładane, jednak ciągłe nieobecności ojca ciążą coraz bardziej.
Vera chce tylko normalnego życia, lecz jej relacje z matką wykraczają daleko poza te panujące w zdrowej rodzinie. Żyje w stresie, strachu oraz spędza dnie na spełnianiu wygórowanych
wymagań matki.
Czy rodzące się pomiędzy Theo i Verą uczucie wystarczy, by przetrwać wszystko, co zgotował im los? I, co najważniejsze, czy zdążą nim nadejdzie świt?*

Kiedy sięgałam po tę historię, spodziewałam się słodkiej romantycznej historii, w której muzyka odgrywa ważną rolę. Bo mniej więcej to wywnioskowałam z zapowiedzi autorki. Jakże było moje zdziwienie, gdy zamiast rozbudowanego wątku muzycznego, dostałam wyjątkowy i intrygującego... wątek kryminalny.

Fakt muzyka gra tam jakieś tło dla historii, ale to Vera i jej zachowanie, środowisko, w jakim się obraca. Jej sposób bycia i zadania, które ma do wykonania, budzą największe emocje i wyłaniają się na pierwszy plan, przytłaczając wszystko inne w koło. I ja to lubię! Bo to właśnie dzięki temu w książce tak wiele się dzieje. To ta postać stawia nam najwięcej pytań i sprawia, że chcemy czytać książkę dalej. Brnąć w fabułę nie zważając na inne obowiązki.

Powieść wciąga i nie można jej tego odebrać, budzi emocje. I w nietuzinkowy sposób przedstawia miłość. W dodatku zakończenie zaskakuje, takiego finiszu dla tej historii się nie spodziewałam!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Książko, miłości moja. , Blogger