Indygo Michał Jan Chmielewski




W tym mieście od zawsze ginęły dzieci... mniej więcej tak brzmiało zdanie, które zachęciło mnie ostatecznie do sięgnięcia po tę książkę. Czy potencjał drzemiący w opisie został wykorzystany w całej opowieści?

Baskin giną dzieci, nikt nigdy ich nie odnalazł. Nikt nie wie, co się z nimi stało, nikt nie wie, kto ich uprowadził. Nikt, prócz Kusaka — seryjnego mordercy, z sadystycznymi zapędami. Tymczasem w Baskin życie toczy się naturalnym rytmem, oczywiście zaginięcia budzą wiele emocji, ale jak każda sensacja szybko przechodzą w zapomnienie. Ruda to młoda dziewczyna — wychowywana przez dziadków, łaknąca kontaktów z rówieśnikami. Jej najlepszym przyjacielem jest Emil, odrobinę dziwaczny, wycofany i młodszy chłopiec z sąsiedniej kamienicy. Emocje wśród młodych ludzi sięgają zenitu, gdy ginie jeden z bliskich znajomych. Kusak w pełni sił nie spodziewa się, że na drodze do jego niepowodzeń staną jego nieprzemyślane decyzje i dwójka młodych ludzi... Kim okaże się seryjny morderca? Jak potoczą się losy Rudej?

Lubię, kiedy książki Intrygują już prologiem, a tak właśnie było w przypadku Indygo. Na początku dostajemy już obraz Kusaka, rozdziały z jego perspektywy przeplatają codzienność nastolatków. Od początku wiemy, jakie ma plany złoczyńca, mimo to nie sposób się domyślić, kto jest tym złym. Kusak idealnie się maskuje, nie popełnia błędów, jest bez skazy.

Podobało mi się, w jaki sposób autor wykreował całą historię, nie chodzi nawet o oś fabuły, ale o miejsce akcji. Baskin jest miejscowością całkowicie wymyśloną, przez autora. Jednak Pan Chmielewski nie tylko stworzył budowle i mieszkańców tej miejscowości — mamy tutaj również wiarygodną historię miejscowości, która idealnie współgra z powszechnie znaną historią polski. Dla mnie to wielki plus historii i czapki z głów dla autora za kreatywność.



Przez większość książki mamy uwydatnione relacje młodych ludzi, które dla mnie również wyszły autorowi nie najgorzej. Pierwsze niewinne zauroczenia, specyficzne zachowania i wielka chęć zaimponowania rówieśnikom. Pełne realizmu relacje między rówieśnikami. W dodatku każdy z bohaterów zmaga się z różnymi problemami, które wzbudzają w czytelniku wiele skrajnych emocji — szczególnie życie Rudej było dla mnie emocjonujące.

Indygo intryguje od początku do końca, choć nie charakteryzuje się wartką akcją i nagłymi zwrotami, to jednak potrafi wciągnąć i zainteresować czytelnika. Najwięcej emocji skrywa zakończenie, najwięcej się dzieje i z zapartym tchem śledziłam kolejne wydarzenia, zastanawiając się, jak to wszystko się potoczy.

Powieść jest napisana lekkim językiem, wstawki z historii miasta nadają jej uroku i wyjątkowości. W dodatku autor zastosował ciekawy środek stylistyczny zwany parentezą — zazwyczaj takie wstawki widywałam w zagranicznych książkach, w polskich trafiłam na nie drugi raz. Tutaj były one niezbędne do kreacji Emila, który cierpiał na pewną przypadłość — swoją drogą wątek Emila przypomniał mi serial, który niegdyś oglądałam, a w którym bohaterka miała podobne zdolności, co chłopak.

Indygo to naprawdę dobra książka trzymająca w napięciu. Do samego zakończenia nie mogłam się domyślić, kto kryje się z postacią Kusaka, autor zwodził mnie za nos, odciągając uwagę od mordercy. W dodatku moje romantyczna serce również znalazło dla siebie malutki wątek (wąteczek wręcz) więc jestem podwójnie usatysfakcjonowana lekturą. Polecam wielbicielom dobrej sensacji, mam nadzieję, że podzielicie moje zdanie :)



Indygo
Michał Jan Chmielewski
Wydawnictwo: Literate
Data wydania: 30 maja 2019
Liczba stron: 300
Sensacja, thriller

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Książko, miłości moja. , Blogger