Drań z Manhattanu Penelope Ward, Vi Keeland

 
 
Jak już mogliście zauważyć, bardzo lubię książki Vi Keeland, nie przekonała mnie jednak do siebie Penelope Ward. Z doświadczenia też wiem, że do duetów lepiej podchodzić z dystansem. Podeszłam więc do Drania z Manhattanu jak pies do jeża, jednak wystarczył mi pierwszy rozdział, aby wiedzieć co to za książka... Po pierwszym rozdziale przypomniałam sobie również, że już kiedyś czytałam Drania, więc byłam pewna, czego mogę się spodziewać.


Soraya poznaje Grachama przypadkiem i to w nie najlepszych okolicznościach. Oboje spotkali się w metrze, mężczyzna rozmawiał przez telefon i jego konwersacja nie należała do najmilszych. Ona natomiast wszystkiemu się przysłuchiwała, a w jej głowie kołatało się jedno określenie na tego faceta „drań”. Niespodziewanie drań wysiada z metra, zostawiając telefon na siedzeniu. Soraya niewiele myśląc, zabiera aparat z myślą, że musi oddać go właścicielowi. Niestety Gracham okazuje się większym bucem, niż przypuszczała, na szczęście kobieta potrafi się odegrać pięknym za nadobne.


Naprawdę nie wiem, dlaczego nie skojarzyłam tej książki wcześniej. Dopiero charakterystyczna scena z pociągu przypomniała mi, że książka już dawno za mną. Postanowiłam przeczytać jednakże historię jeszcze raz, bo w ostatnim czasie niewiele romansów mnie wciąga.
Autorki pokusiły się na narrację pierwszoosobową naprzemienną, co dało im pole do popisu na płaszczyźnie kreacji bohaterów. Zarówno Soraya, jak i Graham zostali ukształtowani na prawdziwych ludzi takich jak my wszyscy. Mają w sobie charyzmę nutkę zarozumiałości (Graham ma jej więcej) i rewelacyjne poczucie humoru. Historia napisana lekkim przyjemnym językiem, w dialogach spotkamy się z zabawnymi przytykami głównych bohaterów, ale nie zabraknie również emocji związanych z przeszłością Grahama.


Wątek miłosny, który gra tu pierwsze skrzypce został wykreowany naprawdę dobrze. Może jest nieco przewidywalny, ale wydaje mi się, że w każdym romansie takie wątki są łatwe do odgadnięcia. Ważne jednak aby autor potrafił czymś zatrzymać czytelnika przy lekturze, zaintrygować, rozbawić, wzruszyć... A Penelope Ward i ViKeeland zrobiły to idealnie.


Drań z Manhattanu
to lekka książka w sam raz na letni wieczór, nie wymaga myślenia, jest rozrywką i oderwaniem od rzeczywistości. Bawiłam się świetnie, przypominając sobie tę historię, czułam te same emocje co za pierwszym razem, lekkość i humor bawił w równie znacznym stopniu, co za pierwszym razem. Całość oceniam pozytywnie i uważam, że książka może się spodobać wielbicielom romansów i pióra Vi Keeland. Ja cieszę się, zeta historia została wydana na naszym rynku i m nadzieję, że wam również się spodoba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Książko, miłości moja. , Blogger