Bossman Vi Keeland




Uwielbiam książki Vi Keeland, choć zdarzały się i takie powieści autorki, które zupełnie nie trafiały w mój gust (szczególnie seria MMA). Po wszystkich pozytywach, jakie przeczytałam o Bossmanie, pomyślałam, że to Vi, którą lubię... Czy pierwsze wrażenie było trafne?

Reese jest na kiepskiej randce, zastanawia się, jak mogłaby wyrwać się z tej patowej sytuacji. Niepowodzeniem spotkania relacjonuje przyjaciółce przez telefon, prosząc ją, aby zadzwoniła i wyrwała ją z tego miejsca. Całość zajścia obserwuje Chase, który dość mocni krytykuje Reese za jej rozmowę telefoniczną. Po nieprzyjemnej wymianie zdań Reese wraca do swojego towarzysza, nie spodziewa się, ze Chase przysiądzie się do ich stolika i zacznie udawać dawnego chłopaka Reese. Po komicznej sytuacji i nieudanej randce Reese jest wręcz pewna, że już nigdy nie spotka Chase’a. Życie jednak po raz kolejny krzyżuje ich drogi i prowadzi do kolejnych zabawnych epizodów.

W Bossmanie trafiłam na mój ulubiony typ narracji pierwszoosobowa naprzemienne. Początek książki obfitował w przyjemne sytuacje i zabawne epizody, bawiłam się naprawdę dobrze, jednak potem jakoś wszystko uleciało, a fabuła zaczęła nie nudzić i ciągnąć się niemiłosiernie. Jakoś szczególnie nie zapałałam miłością do tej historii, nie jest to dla mnie jedna z ulubionych książek Vi Keeland, uważam, że autorkę stać na więcej. Zacznę od tego, że książka jest naprawdę lekkim czytadłem, zabawnym, można się przy niej zrelaksować. Ja jednak nie do końca się w tym wszystkim odnalazłam. Pomysł na fabułę był naprawdę dobry, początek obiecywał coś mniej sztampowego, jednak potem wyszło, jak zwykle w rezultacie Bossman jakoś szczególnie nie wyróżnia się na tle innych podobnych romansów.

Vi Keeland starała się wpleść też szczyptę emocji, które zostały ukryte w przeszłości głównego bohatera. Jednak jak dla mnie tym razem nie potrafiła tych emocji wzbudzić we mnie. Opisywała sceny, które powinny mną w jakimś stopniu wstrząsnąć, sprawić, że mogłabym współczuć bohaterowi, jednak Vi opisała wszystko w tak przyziemny sposób, że nie poczułam nic, zupełnie, nawet jednego ukłucia żalu, smutku.

Znajomość Reese i Chase’a jest z kolei plusem tej fabuły. Nic tu nie dzieje się zbyt szybko proces poznawania się, zadurzania w sobie jest przyjemnie rozciągnięty w czasie. Autorka wplotła sporo ciekawych dialogów między tą dwójką – ich słowne gry niejednokrotnie doprowadziły mnie do śmiechu.

Nie mogę powiedzieć, że Bossman to zła książka, czytało się szybko ze względu na przyjemny styl Vi Keeland, potem odrobinkę mój zapał do poznawania historii osłab. Autorce nie udało się zaciekawić mnie do tego stopnia, abym z niecierpliwością przewracała strony i żyła życiem bohaterów. Po tylu pozytywnych opiniach spodziewałam się przynajmniej fajerwerków, a tu ledwo tlił się żar zainteresowania fabułą. Myślę, że czytelnicy romansów i osoby poszukujące niezobowiązującej lektury będą zadowoleni – ja oceniłabym tę książkę mianem „może być, ale szału nie ma”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Książko, miłości moja. , Blogger