Autorska Wielkanoc - Agnieszka Lis


1. Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Które ze świąt są Pani bliższe?
 
Zdecydowanie Boże Narodzenie! Wigilia, choinka, prezenty. Jest w tym dla mnie magia, i nawet wszechobecny kicz świąteczny w dostrzeganiu owej mistyki mi nie przeszkadza.
Nie wyobrażam sobie świąt Bożego Narodzenia poza domem. To dla mnie czas rodzinny, pełen po prostu bycia ze sobą. Czasami się podśmiewam, że moje święta bożonarodzeniowe są jak z reklamy – uśmiechnięta rodzina, pełny stół, eleganckie pakunki pod choinką… cóż, jakkolwiek by to nie brzmiało – moje święta takie właśnie są i dbam bardzo o to, żeby ich nic nie psuło.
Prezenty świąteczne szykuję z dużym wyprzedzeniem – często już we wrześniu pakuję pierwsze z nich. Potem zapominam, co kupiłam i sama też mam niespodziankę ;-) Pieczenie zaczynam tydzień wcześniej, szczególnie tort tego wymaga – aby był naprawdę smaczny, smaki poszczególnych warstw muszą sie połączyć, a na to potrzeba kilku dni. I w ogóle wyżywam się w kuchni, przy czym nie jest to dla mnie mordęga, a przyjemność, chociaż jestem zmęczona. Po prostu lubię gotować, a karmienie najbliższych jest chyba takim atawistycznym wyrażeniem miłości ;-)
Natomiast, wbrew tradycji, nie sprzątam całymi dniami. Jeśli jest zimno – nie myję nawet okien. Wychodzę z założenia, że lepiej mieć szyby ze smugami deszczu zasłonięte roletą niż czyste zasłonięte roletą (bo przecież zimą i tak okna zasłaniamy wcześnie), za to siedzieć przy wigilijnym stole w zdrowiu. Kilkakrotnie już takie gruntowane porządki okupiłam chorobą, po czym temat porządków zlekceważyłam i na własnej skórze potwierdzam – z nieumytymi oknami święta też się odbywają i są równie miłe.
W przeciwieństwie do świąt grudniowych, Wielkanoc chętnie spędzam poza domem. Być może dlatego, że nie lubię zimy¸ jest to czas, który kojarzy mi się z zamknięciem. Wiosna z kolei, czyli czas wielkanocny, jest imperatywem do wyjścia z domu, do spacerowania, niekoniecznie siedzenia w kuchni.
Chociaż także, oczywiście, gotuję z przyjemnością. Tort, baby, mazurki. Malowanie jaj, dekoracje z bukszpanu. Szykowanie święconki. Najchętniej robię to wszystko z dziećmi, sprzątania wprawdzie mam więcej, ale radości nie da się zmierzyć ani na kilogramy, ani na litry. A od tego powinny być święta – od radowania się, prawda?

2. Tradycyjnie po Śniadaniu Wielkanocnym w niektórych regionach prezenty przynosi Zajączek. Czy u Pani w domu kultywuje się tę tradycję, czy może też ktoś innych obdarowuje dzieci prezentami?
 
U nas przychodzi Zajączek, z tym, że nie po Śniadaniu Wielkanocnym, a w nocy. Czyli dzieci znajdują upominki od niego pod łóżkiem przed owym śniadaniem. Przy czym dodać muszę, że są to drobiazgi. Zając jest mały, przecież nie udźwignąłby ciężkich prezentów ;-) Słodycze, książki, ewentualnie jakiś film, może klocki lub przybory plastyczne. Dorosłych Zając omija. Właściwie to niesprawiedliwe! Muszę złożyć reklamację...

3. Jak Pani wspomina tradycję Lanego Poniedziałku z młodzieńczych lat?
 
U nas w domu tradycyjnie byłam wyciągana z łóżka przez mojego brata i w piżamie wkładana wprost do wanny pełnej wody. Mamę „polewaliśmy” kilkoma kroplami perfum.
Pamiętam jednak takie zdarzenie... spędzaliśmy wtedy Wielkanoc w górach. W lany poniedziałek wyszliśmy całą rodziną na długi spacer, a mieszkaliśmy w schronisku. Na szlaku grupka chłopaków uznała za świetny pomysł wylanie trzech wiader z wodą, nie wiedzieć czemu, na mojego tatę. Do schroniska mieliśmy już daleko, było popołudnie, zrobiło się chłodno… Tata okupił tę przygodę chorobą, nie przepadam więc za tym zwyczajem i nie kultywuję go w domu. Przy czym unikam także wychodzenia z domu w ten dzień. Tak na wszelki wypadek.

4.Potrawa, której nie może zabraknąć u Pani na wielkanocnym stole to...?
 
Oczywiście jajka i galarety. Obowiązkowo biała kiełbasa, najczęściej zapiekana z dużą ilością cebuli i podlana piwem. Ale mnie ze świętami wielkanocnymi przede wszystkim kojarzą się drożdżowe ciasta, koniecznie z włoskimi orzechami. Oczywiście także mazurki i domowa odmiana paschy, ale baby drożdżowe wśród ciast są najistotniejsze ;-)

5. Jak w Pani domu spędza się Wielkanoc?
 
Najbardziej uroczysta cześć świąt to niedzielne śniadanie. Celebrujemy je długo, zaczynając oczywiście od święconki, która przygotowuję poprzedniego dnia razem z dziećmi. Po śniadaniu – ciasta. Oczywiście wstajemy od stołu nieprzytomnie najedzeni, więc obiad jest dopiero późnym popołudniem, a przed nim idziemy na spacer. Na tyle długi, na ile pogoda pozwala. Prawie nie oglądamy telewizji – przeszkadza nam we wspólnym byciu. Lubimy spędzać święta razem z rodzicami, moimi i mojego męża. Jest nas wtedy dużo, i dobrze. Tak nam pasuje, szczególnie że na co dzień rzadko mamy okazję być wszyscy razem.

6. Psikus primaaprilisowy, o którym nigdy Pani nie zapomni to...
 
Nie bardzo celebruję to święto… Na ogół zapominam o konieczności zrobienia komukolwiek psikusa. To taki mój psikus tego dnia – nie zrobić nikomu dowcipu ;-)

7. Powieści z Bożym Narodzeniem w tle jest wiele, czy zna Pani powieść, której pojawia się Wielkanoc?
 
A tutaj raczej nie będę oryginalna… oczywiście książkę kucharską!

8. Czym zaskoczy Pani swoich czytelników w tym roku? Kiedy możemy spodziewać się kolejnej powieści?
 
A to już chyba nie wielkanocne pytanie? Tak weszłam w klimat, że aż się zdziwiłam zmianą tematyki ;-)
Moja kolejna powieść ukaże się w lipcu, na lato. Będzie miała bardzo pogodną, letnią, wakacyjną okładkę ;-) To saga rodzinna, w której pojawią się cztery pokolenia - ale jednotomowa, od razu uprzedzę pytanie. Czyli w tym roku dwie powieści (w styczniu ukazały się Latawce). A ja już teraz pracuję nad przyszłym rokiem – też zamierzam wydać dwie powieści, plus coś dla dzieci… ale o tym jeszcze nie czas mówić ;-)

9. A jaką powieść poleciłaby Pani swoim czytelnikom w tym szczególnym czasie?
 
Moim Czytelnikom? Oczywiście którąś z moich powieści ;-) Chyba najbardziej ostatnią, Latawce. To książka o tym, jak ważne jest, by ze sobą rozmawiać, jak wiele można stracić, przegapić, gdy sienie jest na siebie uważnym… Niełatwa, ale wierzę w to, że warta przeczytania.

.


WielkaNocny Quiz:


Jeśli palemka to:
1. bazie
2.kupna
3.własnoręcznie robiona – zdecydowanie! W szczególności dlatego, że uwielbiam prace ręczne wykonywać z moimi dziećmi. Mają najlepsze pomysły na świecie ;-)

WielkaNocny łakoć:
1. czekoladowe jajko – tak mówiąc szczerze, to żadne z nich… ale jeśli już muszę wybierać, to czekolada będzie najbardziej charakterystycznym dla mnie wyborem
2. cukrowy baranek
3. marcepanowy króliczek

Kolor, który kojarzy się z Wielkanocą to:
1. zieleń
2. żółty – obydwa, żółty i zielony. Nawet obrus uszyłam dokładnie w tych kolorach. Bez połączenia tych dwóch kolorów trudno mi wyobrazić sobie te wiosenne święta!
3. niebieski

Na świątecznym stole:
1. Mazurek
2. Babka – ale tak naprawdę to wszystkie te słodkości plus jeszcze tort, najczęściej ozdobiony cukrowym barankiem.
3. Pascha

Kwiaty, które kojarzą się z wiosną:
1. forsycja
2. krokusy
3. Hiacynty – wszystkie! Z tym, że hiacynty uwielbiam najbardziej. Niestety, nie mogę ich mieć w domu, mój mąż dostaje od ich zapachu astmy ;-(
Święta:
1. w domu
2. za granicą
3. nieważne gdzie, ważne z kim

Symbol świąt:
1. Kurczaczek
2. Baranek
3. Zajączek

Pisanka:
1. ręcznie malowana
2. z naklejkami
3. barwiona barwnikiem - najczęściej robię je razem z dziećmi w domu, są różne, ale barwnik wykorzystujemy najczęściej, przy czym nie zawsze są to barwniki kupne – uwielbiamy eksperymentować z naturalnymi kolorami.



Świąteczne skojarzenia


Do każdej literki dopisz słowo kojarzące się z wiosną/Wielkanocą


Procesja. Chyba nie wymaga komentarza ;-)

Apokalipsa – w sprzątaniu. A właściwie próbach zagonienia mojej rodziny do porządków. Rzadko się udaje, raczej się nie udaje, więc odpuszczam. Najważniejsze to cieszyć się sobą, wnieść w święta radość i uśmiech, a nie zmęczenie i niezadowolenie. Znam oczywiście tradycję, która mówi, że przedświąteczne porządki to symboliczne wygonienie zimy, chorób i ograniczeń związanych z Wielkim Postem, czyli przygotowanie do radości Wielkanocy. Znam i staram się, ale… bez przesady ;-)

Literatura. Zawsze. Najsłodsze wspomnienie? Moje dzieci są małe, leżą na mnie, a ja, oblepiona nimi jak winogronami, czytam. W ten sposób pewnego roku przez okres Wielkanocny przeczytaliśmy prawie całą pierwszą część Baśnioboru.
Być może bardziej wielkanocnym skojarzeniem byłby lany poniedziałek… ale cóż, każdy ma swoje priorytety ;-)

Emaus, czyli odpust z licznymi kramami, praktykowany jeszcze gdzieniegdzie w Małopolsce w Poniedziałek Wielkanocny.

Mazurki! Chociaż przyznałam się już, że najbardziej cenię drożdżowe baby, to jednak bez mazurka ani rusz! Robię do niego kruche, bardzo cienkie ciasto. Uwielbiam kajmakowy, czekoladowy lub pomarańczowy.

Królik, oczywiście, czyli prawie zając ;-) Przy czym miewam także skojarzenia z Białym Królikiem, czyli znów wracamy do literatury ;-) Albo księżyc – Wielkanoc to przecież pierwsza niedziela po pierwszej wiosennej pełni księżyca. No i jeszcze koszyk, wielkanocny koszyczek, stąd prosta droga do święconki.

Aaaaaa…. To trudne znaleźć kolejne skojarzenie na a ;-) Anioł, bo potrzebujemy aniołów na co dzień, ale one w święta muszą nabrać sił, aby nas chronić przez cały rok. Dobrze im w tym pomagać, samemu starając się zachowywać anielsko... W święta i bez świąt. I tego wszystkim życzę – bez względu na Wielkanoc, jej głęboki katolicki wymiar,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Książko, miłości moja. , Blogger