Żniwiarz. Pusta noc - Paulina Hendel



Śmierć jest tuż obok nas, dotyka ludzi każdego dnia. Nie można z nią igrać. Nie można wrócić z zaświatów... tylko czy na pewno? Czy śmierć jest naszym ostatecznym życiowym darem?

Magda to zwyczajna dziewczyna, cicha spokojna, ułożona. Jednak to, co z pozoru wydaje się zwyczajne, zazwyczaj takie nie jest. Dziewczyna ma dar, podobny do tego, który ma jej ukochany wujek. Potrafi komunikować się ze zmarłymi, widzi ich, tropi, jednak to jej wuj jest żniwiarzem — osobą, która potrafi odesłać zmarłych na właściwą stronę. Historia rodem z amerykańskiego serialu, czy zachwyca i trzyma w napięciu?

Paulina Hendel postawiła na narrację trzecioosobową, narrator wszechwiedzący prowadzi nas po fabule, odkrywając przed nami kolejne ciekawostki, ujawniając świat, który jest nieznany. Kiedy przeczytałam opis fabuły, zapewnienie, że dostane demonologię słowiańską, jaka jeszcze nie była wykorzystana, zostałam zachęcona. Nie mogłam się doczekać, kiedy poznam ciekawostki, których nigdy wcześniej nie słyszałam...

Niestety okazało się, że na obietnicach się kończy, a cąłość jest niczym innym, jak przeciętną młodzieżówką...

Zabrakło mi legend słowiańskich, wyciągnięcia z tego wątku wszystkiego, co najlepsze i sprawienia, że będę czytała tę książkę z zapartym tchem. Jak szybko się okazało, książki nie czytałam ze zniecierpliwieniem, a raczej z wielkim rozczarowaniem malującym się na mojej twarzy. Obiecana demonologia była tylko ledwo liźnięta, potraktowana pobieżnie bez większego polotu. Poczułam się oszukana. Jednak nie tylko niewykorzystany potencjał słowiańskich legend mnie zniesmaczył. Książka była zwyczajnie nudna i pozbawiona emocjonującej akcji albo jakichkolwiek emocji, które mogłaby pobudzić w czytelniku. Książka jest mdła, miałka, a akcja nuży.

Bohaterowie — tutaj miałam kolejny problem. Postacie były wykreowane jak spod linijki, autorka starała się nadać im ludzkie cechy, tchnąć w nich życie jednak jej się to zupełnie nie udało. Bohaterowie pozostali płascy mimo starań zakorzenienia w nich wad i zalet. Mam wrażenie, że w całej historii zabrakło polotu, a płascy bohaterowie tylko przelali czarę goryczy.

 
Jedynym drobnym, acz znaczącym, plusem jest styl autorki. Paulina Hendel potrafi pisać, ma lekkie pióro, czyta się ją przyjemnie. Jednak na tym plusy się kończą. Choć styl przystępny, lekki i przyjemny, to autorka zbędnymi zapychaczami fabuły, niepotrzebnymi opisami i nieprzemyślanymi dialogami sprawiła, że akcja wlekła się niemiłosiernie, a ja ze znudzenia musiałam odkładać książkę, a potem zmuszać się, żeby do niej wrócić.

Uważam, że w tej historii tkwił wielki potencjał, mogło być interesująco, tajemniczo. A było zwyczajnie w świecie nudno. Raczej nigdy nie wrócę już do tej książki. Myślę jednak, że książka mogłaby się spodobać czytelnikom, którzy oczekują lekkiej i niezobowiązującej lektury na wieczór. Ja liczyłam na coś świeżego i enigmatycznego, poprowadzonego w ciekawy emocjonujący sposób, niestety tego nie dostałam. Jak dla mnie potencjał historii nie został wykorzystany i jestem pewna, że po kolejny tom nie sięgnę.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Czwarta strona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Książko, miłości moja. , Blogger