Falen Crest. Akademia - Tijan

 
 
 
 
Pamiętając ze swoich młodzieńczych lata, wiem, że w szkołach od zawsze tworzyły się grupki. Znajomości, które w dziwny sposób wpływały na pozycję w społeczeństwie. Bogate dzieciaczki, sportowcy, zwykłe szaraki, których nikt nie zauważa. Lata lecą, czasy się zmieniają, a podziały w szkołach, ale również później w dorosłym życiu, były, są i niestety, ale jestem przekonana, że nadal będą istnieć...

Samantha jednego dnia traci chłopaka, przyjaciółki i rodzinę. Wszystko po to, aby zyskać na nowo innych znajomych, nowe przyjaciółki i ... nową rodzinę. Matka Samanthy od dawna zdradzała jej ojca, w końcu prawda wychodzi na jaw, a matka wraz z córką wyprowadzają się do nowego partnera kobiety. Dziewczyna nie kryje rozżalenia z powodu całej sytuacji, na domiar złego jej nową rodziną stają się bracia Kade. Znani w całym miasteczku, można rzec, że są lokalnymi celebrytami. Dziewczyna jest wypruta z emocji, przestaje się przejmować fałszywymi przyjaciółmi, matką, która gra zupełnie kogoś innego niż jest w rzeczywistości i braćmi, którzy robią wszystko, aby zwrócić na siebie uwagę. Czy Samantha odnajdzie spokój, szczęście i ... miłość?


- Przyjaźń jest przereklamowana.
- Nie, jeśli trafiasz na dobrych przyjaciół.
 
 
Fallen Crest. Akademia to jedna z książek młodzieżowych opowiadająca o prostych problemach młodych ludzi, ale również pokrótce poruszająca problemy wyższego szczebla takie jak brak akceptacji, mobbing w szkole, czy chociażby brak poczucia bezpieczeństwa i trudne relacja z rodzicami. Dzięki narracji pierwszoosobowej całą fabułę możemy przeżywać razem z główną bohaterką. Dostajemy jej myśli, niejednokrotnie rozbiegane i chaotyczne, a mimo to sprowadzające się do jednego wspólnego mianownika. Sam była dziewczyną, którą można lubić. Nie irytowała, miała charakterystycznego pazura, a jej charyzma sprawiała, że chciało się o niej czytać. Swoją postawą mogła niejednokrotnie zachwycić, innym razem zachowywała się infantylnie i zupełnie niezrozumiale. Wybuchała w najmniej odpowiednich momentach, jednak nie czuję się w obowiązku oceniania jej zachowań. Wiele przeszła, jeszcze niejedno przed nią. Z dnia na dzień burzy się jej życie, a kolejne jest budowane na niepewnych fundamentach. Muszę przyznać, że autorce udało się odrysować wierną kopię odrobinę zbuntowanej i zagubionej nastolatki. Niektóre zachowania Sam były typowym wołaniem o pomoc. Mocnym filarem tej książki są bracia Kade. Na początku nieodgadnieni, z każdą stroną bliżsi, aż w końcu, nie wiadomo kiedy, zostałam zauroczona tymi postaciami. Ich braterską miłością, tym, że potrafią być rozemocjonowani, a jednocześnie trzymać gardę, ale najbardziej urzekli mnie swoją opiekuńczością względem słabszych i bezbronnych.

Ogniwem spajającym tę książkę w całość jest niewątpliwie miłość. Jednak nic tu nie dzieje się gwałtownie, przez przypadek. Autorka przemyślała wątek miłosny i skrupulatnie realizowała go krok po kroku. Nie jest słodki, wulgarny czy niepoparty wcześniejszymi wydarzeniami. Wszystko dzieje się w naturalny sposób, a czytelnik nie ma wrażenia przesytu. Ponad miłością partnerską znajdziemy również tę braterską, która jest pierwotna, platoniczna i bezwarunkowa. Bracia są jednocześnie słodko gorzcy, czym zyskują w moich oczach i sprawiają, że chcę czytać o nich więcej.


Zdradzają tylko słabi. Samolubni tchórze.
 
 
Muszę podziękować Tijan za zabranie mnie w ten chaotyczny i szalony świat nastolatków. Poczułam się, jakby ktoś przeniósł mnie wstecz, do młodzieńczych lat, do liceum i wszystkich dramatycznych i miłych wydarzeń. Książka niemiłosiernie mnie rozczuliła i sprawiła, że zatraciłam się we wspomnieniach. Mojej uwadze nie uszło również to, że w książce Tijan postawiła na hierarchię, stara się nam przedstawić różne warstwy społeczne i pokazać, że pomimo pochodzenia nie różnimy się niczym szczególnym.

Odrobinę nie rozumiem, dlaczego w tej powieści młodzi ludzie zwracają się do swoich rodziców po imieniu. Jednak im dłużej to analizuję tę sprawę, tym jestem pewniejsza, że w ten sposób Tijan chciała podkreślić brak szacunku, na który bądź co bądź ci wykreowani rodzice sobie sami zapracowali. Jednocześnie zauważyłam, że problem z mówieniem do rodziców na Ty dotyczy tylko Sam i braci Kade. Znajomi raczej zwracali się do swoich opiekunów z należytym szacunkiem, co tylko utwierdziło mnie w moim przekonaniu, że w ten sposób Tijan podkreśla zachwiane relacje między młodymi ludźmi a ich rodzicami.
 

 
W książce nie zabrakło również mniejszych i większych dramatów i sporo kłótni. Wiadomo, w jakim świecie żyją nastolatki i jak trudno pohamować im buzujące hormony. Było sporo imprez, alkoholu i niewymuszonych scen rodem z amerykańskiego serialu dla młodzieży. Świat wykreowany przez Tijan jak najbardziej do mnie przemówił, mogę się z nim nie zgadzać, bo już do młodzieży nie należę, ale nie mogę odebrać mu realności, która wręcz z niego bije.

Falen Crest. Akademia to typowy romans młodzieżowy, idealnie wpisuje się w ten gatunek i spełnia wszystkie aspekty z nim związane. Nie jet to książka, która zmieni naszą percepcję, nie jest to lektura, która zagwarantuje wiele skrajnych emocji, ale z pewnością jest to opowieść, przy której będziemy się świetnie bawić. Ja po zakończeniu powieści żałowałam, że tak szybko mi to poszło, bo świetnie czułam się w świecie wykreowanym przez Tijan.
 
 
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Książko, miłości moja. , Blogger