Anti-stepbrother. Antybrat — Tijan



Miłość bardzo łatwo pomylić z zauroczeniem. Czasami wydaje nam się, że kochamy kogoś ponad wszystko, tymczasem rzeczywistość w brutalny sposób pokazuje nam, że miłość rządzi się własnymi prawami, a jej różne barwy i odcienie łatwo ze sobą pomylić...

Summer po śmierci matki nie ma czasu przeżyć żałoby, ponieważ niemal natychmiast jej ojciec ponownie się żeni. Śmierć najbliższej osoby, przeprowadzka i zyskanie nowej rodziny jest dla Summer niemałym przeżyciem. Dziewczyna w pakiecie z macochą dostaje jej syna — najpopularniejszego ucznia w szkole. Nie trzeba długo czekać, aby dziewczyna oddała mu swoje serce. Kiedy Kevin wyjeżdża na uczelnie, Summer po skończeniu liceum wybiera się w to samo miejsce. Na miejscu okazuje się, że kochany przyrodni brat nadal ma grono wielbicielek, jego miłostki są krótkie i intensywne i nie ma w nich miejsca na prawdziwą miłość, której oczekuje Summer. Niespodziewanie dziewczyna zaprzyjaźnia się z członkiem bractwa, do którego należy Kevin. Caden Banks — największy wróg Kevina i najlepszy przyjaciel Summer. Co wyniknie z tego dziwnego połączenia?

Do tej pory w Polsce zostały wydane dwie książki Tijan. Obie zostały wydane nakładem wydawnictwa Kobiecego. Antybrat jest dla mnie drugą przygodą z piórem autorki. Pierwszą książką Tijan, jaką przeczytałam, była Fallen Crest Akademia. Książka mimo schematyczności podobała mi się i wiem, że chętnie poznam kolejne tomy. Antybrat jest niestety gorszą propozycją i nie mogę uwierzyć, że dwie tak skrajne powieści wyszły spod ręki tej samej autorki. W książce Antybrat mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową głównym narratorem jest Summer. Autorka w sposób brutalny i niespodziewany wrzuciła nas do świata tej dziewczyny. Ekspozycja postaci niemalże nie istnieje, a strzępki informacji, jakie dostajemy na ten temat, nie pozwalają cechować postaci jako wiarygodne i pełne emocje. Właściwie w historii Summer, Kevina I Cadena nie było żadnych emocji, bohaterowie są papierowi do granic możliwości, a każdy z nich, choć po niemałych przejściach, został wykreowany pobieżnie i bez większego zaangażowanie. Uważam, że tym razem Tijan nie wykorzystała potencjału tkwiącego w tych postaciach i choć naprawdę się starała, aby ich życie wzbudziło w czytelniku jakiekolwiek uczucia, to jednak jej się nie udało.



Z facetami jest tak łatwo. Albo się pobijecie, albo rzucicie jakąś groźbą, albo po prostu przestaniecie ze sobą gadać. I tyle. Dziewczyny prowadzą o wiele trudniejszą i bardziej podstępną wojnę.
Bohaterowie niemal od razu się ze sobą zaprzyjaźniają albo wręcz przeciwnie nienawidzą się z niewiadomej przyczyny. Nie ma w tej książce żadnego punktu zaczepienia, momentu kulminacyjnego, wszystko dzieje się na jednej płaszczyźnie. Nawet jeżeli autorka usiłowała wprowadzić jakieś drobne zwroty akcji, pobudzić emocje, to niestety jej się to nie udało. Były krótkie zrywy, które sprawiały, że miałam nadzieję, że właśnie za moment to poczuję, te emocje, na które czekam już od pierwszej strony, jednak nic takiego nie nastąpiło, a cała historia jest opisana w płytki sposób.

Zasmucił mnie również sposób kreacji Cadena. Jego przeszłość i sprawy rodzinne, aż się prosiły o rozwinięcie. W tej postaci drzemał wielki potencjał, który zastał jedynie liźnięty.
Autorka wcisnęła tutaj wątek choroby. Jednak nie nazwała jej, mam wrażenie, że przypadłość, która dopadła jednego z członków rodziny Cadena, została chorobą wymyśloną przez autorkę. Sama nie wiem, co o tym sądzić, gdybym choć miała nazwę choroby, jakiś punkt zaczepienia, coś, co wzbudziłoby moją ciekawość i chęć poznania szczegółów dotyczących tejże choroby, mogłabym sprawdzić, czy takowa istnieje. Tak zostałam potraktowana szeregiem przypadłości, które nie mają odzwierciedlenia w życiu, a co za tym idzie, cała historia straciła na realności. Zabrakło w tym wątku logiki i przede wszystkim konsekwencji poprowadzenia. Mam wrażenie, że autorka napisała coś z myślą, że czytelnikowi można każdy kit wcisnąć. Podobnie ma się sprawa z Kevinem, właściwie nie wiemy, dlaczego jego rodzice się rozwiedli, co nim kieruje i dlaczego zachowuje się tak, jak się zachowuje. Zabrakło temu jakiegokolwiek głębszego wyjaśnienia, uargumentowania. Jedyną postacią z trochę bardziej rozrysowaną psychiką jest Summer. Dokładnie zostało wyjaśnione jej zauroczenie Kevinem, to co czuła w momencie śmierci matki i jak poradziła sobie z żałobą. Co za tym idzie, jedynie Summer została mocno zakorzenioną postacią w fabule, inne są jakby przez przypadek.

 
Cała historia jest lekka, jednak poza lekkością zawsze oczekuję od książki czegoś jeszcze. Czegoś, co sprawi, że będę ją wspominać i zapragnę polecać ją wszystkim znajomym. Tym razem tego nie dostałam. Antybrat to tylko lekki młodzieżowy romans, który szybko wejdzie i równie szybko zostanie zapomniany. Miłość, jaka ma miejsce, jest subtelna, delikatna, a jednocześnie papierowa i niewzbudzająca emocji. Podobnie jest z przyjaźnią, która pojawia się znikąd i dominuje życie bohaterów.

Antybrat to książka, która spodoba się niewymagającym czytelnikom, którzy chcą miło spędzić wieczór z lekką i średnio logiczną książką. Myślę, że między tą powieścią a Akademią jest wielka przepaść, która jest nie do przeskoczenia. Tijan w tej historii nie wykorzystała potencjału z postaci, które sama sobie stworzyła, wielka szkoda, bo mogła wyjść naprawdę ciekawa młodzieżowa lektura.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Książko, miłości moja. , Blogger