Turbulencja Whitney G.

 
 
 
 
 
 
 
Literatura erotyczna szturmem podbija rynek i serca czytelniczek. Jeżeli mam być szczera zaczyna mi już wychodzić bokiem... jednak ciągle po nią sięgam i szukam w niej czegoś, co mnie zaskoczy, co porwie mnie w przestworza i zapewni niemałe emocjonalne Turbulencje!

On — nieziemsko przystojny, pewny siebie, holendernie bogaty pilot.
Ona — zwykła, przeciętnej urody, pokiereszowana przez los, stewardessa.
Schemat jak z bajki, książe w wielkim samolocie i panna, która nie szuka miłości. Może wam się to wydawać oklepane, sztampowe i... niewiarygodnie nudne. Jednak sposób, w jaki Whitney G. podaje nam ten schemat, zapiera dech w piersi...


Książka jest napisana prostym, niewyszukanym językiem. Nie zmusza do refleksji i nie otwiera oczu na żadne istotne sprawy. Jest zwykłym przerywnikiem, rozrywką i relaksem. Z pewnością nie przypadnie do gustu czytelnikom szukającym wyrafinowanych książek z „wyższej półki”. To typowy romans, który pokazuje miłość z innej perspektywy. Turbulencja jest książką napisaną w narracji pierwszoosobowej, naprzemiennej. Rozdziały pisane z perspektywy różnych bohaterów sprawiają, że każdą z postaci możemy dokładnie poznać i spróbować przeanalizować poszczególne zachowania.
 
Ukłony należą się za budowę głównych postaci, jestem urzeczona tym, jak udało się autorce zbudować bohaterów z krwi i kości i tchnąć w nich życie.
Jake to mężczyzna, którego przeszłość jest dla nas jedną wielką zagadką. Whitney dawkuje nam informacje o tej postaci, sprawiając, że z każdym smacznym kąskiem z życie Jake'a pragniemy więcej i nie możemy się doczekać, kiedy wszystko stanie się dla nas jasne, a wszystkie uczucia bohatera staną przed nami otworem. Uwielbiam takie prowadzenie postaci, dawkowanie emocji i sprawianie, że czytelnik nie może opuścić książki, póki nie dowie się, co kryje się z tym szeregiem tajemniczych wydarzeń i rozmów.
Z kolei z Gillian jest zupełnie odwrotnie. Tutaj sporo wiemy od samego początku, jednak i w tej postaci udało się autorce ukryć jedną niewiadomą, która trzymała w niepewności. Gillian jest typową kobietą, która chciała wszystkim udowodnić, że może więcej niż się od niej oczekuje, czarna owca w rodzinie, pozbawiona wsparcia najbliższych, postanawia wyruszyć na nieznany ląd. Choć rodzice i rodzeństwo starają się podcinać jej skrzydła i krytykują wszystkie jej wybory, Gillian się nie poddaje i ślepo idzie po trupach do wymarzonych celów, choć po drodze los sypie jej piach w oczy i rzuca kłody pod nogi, ona się nie poddaje. Jestem zauroczona tą bohaterką i muszę przyznać, że trafiła ona na moją specjalną listę ulubionych damskich postaci. Nieczęsto zdarza mi się polubić do tego stopnia kobieca postać, ta jednak skradła moje serce. Była pewna swego i niewiarygodnie zdeterminowana, aby iść tam, gdzie ona chce, a nie poddawać się stadu jak naiwna owca.


Ci, którzy zadają ból, nie mogą decydować, kiedy powinien się skończyć.
 
 
Whitney G. zbudowała tę historię z ujmującą lekkością i mimochodem w całość wplątała wiele komicznych scen. Na samo wspomnienie jednego epizodu, związanego z mieszkaniem Gillian, uśmiech mimowolnie wypływa na moją twarz. Takich mniej lub bardziej zabawnych sytuacji było kilka. Jednak nie zabrakło również emocji, które momentami zmuszały mnie do odłożenia książki i zastanowienia się, co właściwie się wydarza. Autorka w zgrabny sposób potrafiła przedstawić dwojakość życia, przyjemne chwile, codzienne problemy i zmartwienia, które ciągną się od wielu lat. Rodzinne problemy bohaterów sprawiają, że czytelnik zaczyna dziękować Bogu za swoje nudne i schematyczne życie.

W ciekawy sposób został również potraktowany romans rozwijający się na pokładzie samolotu. Myślę, że autorka ma coś wspólnego z jakimiś liniami lotniczymi, albo zrobiła dobry research, i w wiarygodny sposób przedstawiła działanie firm lotniczych i poszczególnych wytycznych dotyczących pracy na pokładzie samolotu. W dodatku Whitney G. udało się uruchomić moją żyłkę odkrywcy, po każdym wymienionym rodzaju samolotu i jego parametrów, musiałam poszukać na ten temat informacji w sieci, aby się nieco doszkolić w tym zakresie.

Wątek miłosny w książce Turbulencja nie został przytłoczony seksem. Owszem, sceny łóżkowe są i jest ich sporo, ale jednak jest też fabuła, która coś wnosi i uzupełnia ten erotyk, sprawiając, że nie jest on płaskim i pustym romansidłem. Relacja między bohaterami wydaje się naturalna, prawdziwa, miłość nie przychodzi gwałtownie, a raczej dojrzewa w postaciach, ujawniając swoje kolejne etapy w poszczególnych sytuacjach. Podobało mi się to, że autorce, mimo wątków erotycznych, udało się oprzeć wątek miłosny na duchowości, bliskości, a nie tylko na cielesności postaci. Myślę, że Turbulencja przypadnie do gustu wielbicielom romansów z pieprzykiem, jak i tym, którzy w książkach cenią sobie zagmatwane rodzinne tajemnice i miłość, która sprawia, że bohaterowie mogą się odrodzić na nowo.
 
 
Turbulencja to wyważona opowieść o miłości. Jest w niej wszystkiego po trochu, jednocześnie jest opowieścią poprowadzoną w sposób konsekwentny i płynny. To historia o rodzinnych tajemnicach, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego i o miłości, która uleczy najbardziej skołatane serca. To również piękna opowieść o tym, że warto spełniać swoje marzenia, nawet jeżeli wszyscy są przeciwko nam i nie mamy po swojej stronie żadnej przychylnej duszy. Turbulencja pokazuje, że warto dążyć do celu, bo życie jest zbyt kruche, żeby wszystkiego się obawiać i podchodzić do każdego pragnienia z rezerwą.
 
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Książko, miłości moja. , Blogger