Recenzja zbiorcza: Trylogia Dworów Sarah J. Maas


 
 
O trylogii Maas było bardzo głośno w zeszłym roku, byłam przytłoczona tymi tytułami i jednocześnie zaintrygowana. Tak wiele pozytywów, przeplatanych z negatywami. Byłam ciekawa co takiego dzieje się w tej książce, co sprawia, że czytelnicy zaczynają dzielić się na różne grupy i kibicować różnym bohaterom.

W końcu poznałam wszystkie Dwory i dziś postaram się napisać Wam, co o tym wszystkim sadze.

Ogólny zarys fabuły
Feyra pochodząca z biednej rodziny młoda dziewczyna, aby utrzymać swoje dwie siostry i ojca, codziennie wyrusza na polowania. Naraża swoje życie, aby zdobyć pożywienie. Przyszło jej żyć w ludzkiej krainie, która jest oddzielona wielkim grubym murem od Prythianu, miejsca zamieszkałego przez fae — istoty obdarzone niezwykłą siłą, magią i nieśmiertelnością. Na jednym z polowań dziewczyna zakrada się w głąb lasu graniczącego z murem. Nieoczekiwanie w polowaniu przerywa jej wilk, Feyra od razu orientuje się, że nie jest to zwykłe zwierze, a fae, który przybrał kształt zwierzęcia. W obawie o własne życie postanawia działać. Zabija wilka. Nie spodziewa się jednak, że to zabójstwo sprawi, że jej życie prewróci się do góry nogami. Kolejnego dnia w jej chacie zjawia się inny fae wysokiego rodu — Tamlin. Postanawia łaskawie oszczędzić jej życie, jedna od teraz Fayra ma zamieszkać w Prythianie na dworze Wiosny, który należy do Tamlina. Zbiegiem wydarzeń, kolejności losu, na drodze dziewczyny staje Rhysand. Nie mogę zdradzić, jak wiele namiesza w fabule i co wydarzy się za murem. To ściśle tajne, a sekret ten poznają tylko czytelnicy, którzy skuszą się na tę trylogię!


Potrzebujemy nadziei, bo ona daje nam silę, by trwać.
                                                                                 Tom I
 
 
Bohaterowie:

Feyra — to jedna z tych postaci, która zmienia się na naszych oczach, dojrzewa. W pierwszym tomie dostajemy zagubioną, niepewną i irytującą dziewczynę, a kończąc książkę mamy przed oczami, odważną, pewną siebie i pełną determinacji kobietę. Potrafi jasno oceniać sytuację, stara się być kimś więcej niż marną człeczyną i pokazuje, jak miłość zmienia nastawienie, percepcje i sprawia, że wszystko zaczyna wydawać się piękniejsze.
Tamlin — nie byłam w stanie polubić tego bohatera, od początku był miałki, niewyraźny, bezosobowy. Mam wrażenie, że to najgorzej wykreowana postać w fabule. Zadufany w sobie, pyszny, zdesperowany i okropnie zachłanny. Z każdym kolejnym tomem, pokazuje na jak wiele go stać i jak bardzo pragnie osiągać swoje cele, nie zważając na innych. To gbur jakich mało, a jego związek z Feyrą jest najbardziej płytką i sztuczną relacją, jaką tylko można sobie wyobrazić.
Lucien — przyjaciel Tamlina, jedyna postać, w pierwszym tomie, która trzymała mnie przy czytaniu, był ciepły, choć czasami chamski. Pełen sprzeczności, tajemnic i strasznie intrygujący.
Rhysand — i tutaj mogłabym już nic więcej nie wyjaśniać. Od początku byłam za tym bohaterem, jest zbudowany na moim ulubionym szkielecie. Zły chłopiec, który kryje w sobie sporo tajemnic. Postać wyrazista, zapadająca w pamięć, sprawiająca, że szybciej bije serce i kumulująca w sobie wiele emocji i sprzeczności. Jestem bez dwóch zdań #TeamRhysans i uważam, że to wątek, który wyszedł Mas najlepiej ze wszystkiego!


Miłość — miłość mogła być zarówno lekiem, jak i trucizną.
                                                                                    Tom II

 
Pomysł na fabułę:
Uważam, że Maas miała świetny pomysł na poprowadzenie wątków. Jednym, aczkolwiek znaczącym i przeważającym, minusem jest rozwleczenie akcji i napchanie zbyt dużej ilości nic niewnoszących scen. Mass ma dziwną tendencję do pisania o wszystkim i o niczym, przez więcej niż połowę książki nie dzieje się zupełnie nic, niewielkie zwroty, które są wręcz niezauważalne. Wszystko kumuluje się przy zakończeniu, co niestety, ale gwarantuje zbyt nudne i długie wywody na początku, wartką, lecąca na łeb na szyję, akcję przy zakończeniu. Myślę, że Dwory byłyby z pewnością lepszą pozycją, gdyby emocje były równomiernie rozłożone, a początek nie przytłaczał. Mam wrażenie, że w drugim i trzecim tomie autorka poszła na ilość stron, a nie jakość powieści. Musiałam się naprawdę starać, aby nie rzucić książki w kąt. Nienawidzę, kiedy coś mi się dłuży, wlecze, ciągnie. Owszem nie zawsze akcja musi gnać galopem, czasami jest potrzeba, aby było bardziej mozolnie, jednak nie do tego stopnia i nie w ten sposób. Kiedy nie działo się nic, kompletnie, nie zachodziły nawet żadne zmiany w bohaterach, fabuła była ciągnięta na siłę, a ja miałam ochotę się rozpłakać z bezsilności i przekartkować książkę do ostatnich trzystu stron, aby w końcu coś ruszyło, aby poczuć jakieś emocje, żeby ta książka mogła mnie jakkolwiek wciągnąć. Zupełnie nie rozumiem fenomenu Dworów, choć sam pomysł na fabułę jest naprawdę świetny. Intrygowały mnie te podziały, specyfiki poszczególnych dworów i ta miłość, która ciągle wisiała w powietrzu jak gradowe chmury. Uwielbiam Rhysanda. Jednak na tak wiele salw okrzyków, wzdychań szczęścia, pieśni pochwalnych spodziewałam się naprawdę czegoś, co zwali mnie z nóg, zaskoczy, wciągnie i sprawi, że żadna inna książka nie będzie wystarczająco dobra. Tego tutaj nie znalazłam, niestety.

Na Dworach inne zasady, inne cele

Muszę jednak jedno przyznać, należą się ukłon za stworzenie wszystkich Dworów. Za uargumentowanie każdego z książąt i nadaniu wszystkim zupełnie innych cech i zaszczepieniu w nich różnych priorytetów. Każdy Dwór był zupełnie innym miejscem, zajmował się innymi sprawami i zupełnie w inny sposób traktował swoich pobratymców i wrogów. Autorce ponad całą fantastyczną otoczką, zwaśnionymi dworami i wrogością udało się przemycić przyjaźń, braterstwo, które dodawało wiatru w żagle i sprawiało, że chciało się więcej! Maas w idealny, niewymuszony sposób zbudowała relacje między Rhysandem i jego dworem. W piękny, nietuzinkowy sposób przedstawiła platoniczne uczucia, które sprawiają, że życie nabiera innych odcieni.
Z Sarah J. Maas mam pewien problem, były chwile, kiedy udowadniała mi, że drzemie w niej kunszt autorski, który potrafi wykorzystać. Pokazała, że umie tworzyć postacie wiarygodne i pełne emocji, udowodniła, że potrafi budować wątki, a mimo to, mam wrażenie, że tej unikalnej umiejętności nie przełożyła na całą książkę, nie dopełniła każdej postaci emocjami, nie w każdego bohatera tchnęła życie i nie w każdym wątku potrafiła uwydatnić emocje.
 

 
Trylogia Dworów Sarah J. Maas to nie są książki, które zapadły mi w pamięć, to nie jest lektura, do której będę wracać. Całość miała swoje wzloty i upadki, sporo się wynudziłam, choć były momenty, w których akcja wciągała i gwarantowała dobrą rozrywkę. Nie sądzę, aby to było najlepsze, najbardziej intrygujące młodzieżowe fantasy, zupełnie nie rozumiem jej fenomenu i nie podzielam entuzjazmu. Przerost formy nad treścią.


Dane techniczne książek:
 
Tom I

Dwór cierni i róż
Autor: Sarah J. Maas
Tłumaczenie: Jakub Radzimiński
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 1)
Wydawnictwo: Uroboros
Tytuł oryginału
A Court of Thorns and Roses
Data wydania
Kwiecień 2016
Liczba stron
524
Gatunek:
Fantasy

Tom II

Dwór mgieł i furii
Tłumaczenie: Jakub Radzimiński
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 2)
Wydawnictwo: Uroboros
Tytuł oryginału
A Court of Mist and Fury
Data wydania
styczeń 2017
Liczba stron
768
 
Tom III
 
Dwór skrzydeł i zguby
Tłumaczenie: Jakub Radzimiński
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 3)
Wydawnictwo: Uroboros
Tytuł oryginału
A Court of Wings and Ruin
Data wydania
Październik 2017
Liczba stron
848

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Książko, miłości moja. , Blogger