Poflirtujemy? Czemu nie! — Flirt roku Jennifer Echols



Pamiętacie swoje pierwsze miłostki? Ekscytujące spotkania, pocałunki skradzione w najciemniejszych zakamarkach szkolnego korytarza? Flirt roku zapewnił mi taką podróż do przeszłości i wywołał wspomnienie dawnych lat, ale czy to znaczy, że był dobrą książką?

Tia jest dość dziwną, ekscentryczną osobą, z pośpiechu potrafi przyjść do szkoły w piżamie, albo w biegu gubić buty. Z jednej strony wyraźnie wyróżnia się z tłumu, jednak jeżeli chodzi o naukę, grę na instrumencie, stara się zawsze być na uboczu. Często myli się specjalnie, żeby nie być najlepszą z grupy. Robi wszystko, aby nie być kapitanem szkolnej drużyny muzycznej. Jest towarzyska, ale nie chce się wiązać na stałe. Kiedy na imprezie poznaje Willa, stara się go uwieść, jednak chłopak ma znacznie więcej oleju w głowie niż Tia. Okazuje się, że poznany przypadkowo Will, ma się uczyć w szkole, do której uczęszcza dziewczyna. Młodzi spędzają ze sobą każdą wolną chwilę, świetnie czując się w swoim towarzystwie. Jednak wszystko zaczyna się komplikować, kiedy zgodnie z tradycją szkoły odbywają się wybory Najlepszych. Nasza dwójka zostaje wytypowana jako Flirt roku. Wydaje się, że to koniec? Bynajmniej. To dopiero początek jednej wielkiej katastrofy.

Echols w książce Flirt roku postawiła na narrację pierwszoosobową. Jedynym narratorem jest Tia. Bohaterka nie zyskała mojej sympatii, była zbudowana na dość chybotliwych fundamentach. Pełna sprzeczności i absurdalnych nawyków. Żyła na krawędzi emocjonalnego dołka. Starała się zbudować swoją przyszłość, eliminując problemy, z jakimi niegdyś borykały się jej siostry, jednocześnie przekreśliła szansę na to, aby być szczęśliwą. Uważam, że niektóre problemy bohaterki były wydumane i wręcz nakreślone na siłę. Z jednej strony bez jestem w stanie pojąć jej tok rozumowanie, z drugiej jednak uważam, że ta młoda kobieta robi zupełnie coś innego niż myśli. Stanowczo bardziej spodobały mi się postacie poboczne niż ta główna bohaterka. Jeżeli natomiast miałabym ocenić bohatera, to powiedziałabym, że jest to chłopak dążący do spełnienia własnych marzeń, odpowiedzialny, rezolutny i przyjacielski. Nie ma w nim nic, co jakoś szczególnie by mi przeszkadzało, ale też nie wyróżnia się niczym z tłumu. Jest słodki, jak na nastolatka przystało, jednocześnie charakteryzuje się chłodnym umysłem.

Cała akcja dzieje się dość szybko, w końcu to świat nastolatków, w którym prawdziwa miłość jest już po dwóch dniach, a nienawiść przychodzi jeszcze szybciej. Przyjaźń przeplata się z nienawiścią i ostatecznie zazębia się na miłości. Totalny galimatias emocjonalny postaci sprawia, że bez trudu mogliby oni być realnymi osobami. W końcu w młodych żyłach płynie gorąca krew, która niejednokrotnie uderza do głów i odcina dopływ racjonalnych myśli. Autorka poradziła sobie idealnie w tworzeniu relacji między młodymi osobami, wszystko było gwałtowne i przechodziło ze skrajności w skrajność. Możecie powiedzieć, że to zupełnie beznadziejny rozwój sytuacji, nie da się zakochać na zabój w ciągu kilku dni. Przyznam wam racje. A teraz sobie przypomnijcie młodzieńcze lata i zauroczenia, które były wielką miłością na śmierć i życie już po kilku rozmowach.

Styl Echols nie wyróżnia jej z tłumu innych autorek, ale też nie stawia na szali przeciętności. Autorka pisze lekkim zrozumiałym i prostym językiem, dostosowanym do potrzeb młodszego czytelnika. Nie ma przeskoków w scenach, wszystko dzieje się gwałtownie, ale przy tym płynnie i w racjonalnych granicach normy. Muszę przyznać, że bardzo podobały mi się poboczne watki ukazane w tej powieści. Jednym z takich wątków była nieodwzajemniona miłość, zauroczenie, które odbiera mowę, przyprawia o małpi rozum, jednocześnie Echols pokazała, że młodym mężczyznom, kobietom, często brak odwagi, aby wykonać pierwszy krok. Nie chcą się wyróżniać, wychodzić z tłumu i narażać na ewentualne pośmiewisko.

Jennifer Echols sposób dogłębny przeanalizowała również relację między bohaterem, a ich rodzicami. Między Tią a Willem udało jej se uchwycić kontrast, nie tylko względem ich zachowań, ale przede wszystkim pod względem sfer ich pochodzenia. Tia mieszka tylko z tatą i pomimo wieku, dźwiga na swoich barkach wiele przykrych wspomnień, Will natomiast jest beztroskim nastolatkiem, którym kierują, momentami wręcz, chore ambicje. A wszystko to po to, aby zaimponować swoim rodzicom. Zasłużyć na ich miłość?
Flirt roku to książka lekka jak piórko, nie przyprawi was o szybsze bicie serca, nie zagwarantuje uniesień i emocjonalnych huśtawek. Natomiast odrobinę rozczuli i sprawi, że Ci starsi będą mogli wrócić marzeniami do minionych lat, a młodsi czytelnicy może czegoś nauczą się na błędach bohaterów? To książka idealna na letnie dni, łatwo się przy niej zrelaksować i całkowicie odprężyć. Nie jest ambitną lekturą, ale jest miła w odbiorze.

Za możliwość przeczytania dziękuję:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam Cię czytelniku.

Prowadzę moje miejsce w sieci właśnie dla Ciebie. Rozgość się i czuj się jak we własnym zakątku internetu. Dziel się ze mną swoimi spostrzeżeniami, odczuciami i wrażeniami z przeczytanych recenzji, książek i nie tylko. Zachęcam Cię również do zostawienia po sobie śladu w postaci komentarza. Z miłą chęcią sprawdzę, skąd do mnie przywędrowałeś i odwiedzę Twój internetowy kącik. Jednak jeżeli chcesz tylko się niemiło zareklamować i nachalnie zaprosić mnie do siebie, to wiedz, że będzie mi bardzo przykro, iż nie przywędrowałeś do mnie bezinteresownie.

Ps. Kochani, nie mam nic przeciwko linkom, do waszych blogów, jeżeli nie są bezczelnym i nachalnym spamem. Możecie, je wklejać pod waszymi komentarzami, chętnie wszędzie zajrzę w wolnej chwili. Niestety Disqus uniemożliwia mi znalezienie niektórych blogów. :(





© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon