4 rzeczy, które irytują mnie w książkach.







Kocham czytać, ale czasami książki mnie irytują!

1.Bohaterki

Szczególnie te infantylne, słabe a momentami wręcz głupie. Nie wiem, dlaczego często autorzy starają się zrobić z nas kobiet jakieś niedorajdy życiowe, które potykają się o własne stopy i przewracają przy każdej możliwej okazji. A już szczytem są te irytujące bohaterki, ciągle zastanawiają się, czy iść drogą A, czy wybrać B, wahają się nad każdą błahostką, a w końcu i tak podejmują błędne decyzje. Ale NIE, mało tego! Szczyt mojej irytacji sięga zenitu, kiedy bohaterka jest zakochana, ma świetnego faceta, a nagle zaczyna go zdradzać. Wypadałoby zamknąć stary rozdział w życiu, zanim rozpocznie się drugi! Prawda? Mistrza w dziedzinie irytowania ma u mnie Kiera z serii Bezmyślna, na drugim jest Ana z Greya, która czerwieniła się po cebulki włosów i rozmawiała ze swoim wewnętrznym czymś (bogini?). Bohaterkom samolubnym, niezdarnym i bez wyrazu mówię stanowcze NIE!

2.Naciągane zakończenie

 
Często mam wrażenie, że autor ma w głowie świetną historię. Kreuje ją w swoich myślach, przelewa na papier, wszystko pięknie się klaruje. Jednak w pewnym momencie mówi DOŚĆ czas na zakończenie i wtedy dzieje się TO. Zakończenie pisane niemal na kolanie, bez polotu, emocji i oderwane od historii. Nienawidzę tego, prawdą jest, że zakończenie może wszystko zepsuć i wielokrotnie się o tym przekonałam.

3.Urwane wątki

Kiedy czytam tom pierwszy i jakieś wątki zostają niedopisane, żyję nadzieję, że w drugim tomie coś się wyjaśni. A w drugim tomie autor zupełnie jakby zapomina o pierwszej części, urwane wątki zostawia nadal niedokończone, zaczyna nowe, miesza, pląta i już sam nie wie, co jest czym i kto do kogo pasuje. Spójność historii to coś, co cenie ponad wszystko i jeżeli jakieś poboczne, acz ważne wątki nie zostały zamknięte, to strasznie mnie to irytuje.

4.Zapychacze

Zapychacze w książkach to dla mnie często Syndrom debiutanta. Debiutujący autor chce przekazać jak najwięcej i zaczyna się skupiać na rzeczach nieistotnych dla fabuły. Jednak okazuje się, że nie tylko debiutanci lubują się w zapychaniu fabuły. Czytając, czasami, książki dostajemy opisy tego, co bohaterka robi sekunda po sekundzie, jej każdy ruch, poruszenie mięśni, a do tego wiemy, jak jest ubrana i gdzie kupiła tę bluzkę i czemu kocha te spodnie (tu pojawia się retrospekcja, jak to z przyjaciółką poszły do sklepu XYZ i kupiły spodnie, bluzkę i wypiły jeszcze przy tym dużą kawę). Uwielbiam opis! Naprawdę! W szczególności te krajobrazu, natury, mogę sobie wyobrazić miejsca, kocham to wszystko z umiarem rzecz jasna. Jednak nienawidzę, kiedy fabuła przegadana jest do granic możliwości i po skończeniu lektury nie wiemy, co siedzi w głowie bohaterki, nie wiemy jakie czynniki wpłynęły na jej zachowania, ale za to wiemy jaki rozmiar majtek nosi i dlaczego kocha różową kamizelkę. Nieee!




A wy? Czego nie lubicie w książkach?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Książko, miłości moja. , Blogger