Kto wygra konkurs? Konkurs na żonę Beata Majewska

Małżeństwo to związek dwojga ludzi. Formalność, która jest pieczęcią potwierdzającą przynależność dwóch osobnych jednostek. Małżeństwo to węzeł, ponadczasowy splot łączący dwa serca w jedno, dwoje z pozoru różnych ludzi w jedną istotę.  Hugo Hajdukiewicz bogaty prawnik, jednak nie doszedł do wszystkiego własnymi siłami. Wiele dostał w darze od losu. Ciężko pracuje, zdobywa wykształcenie, stara się sprostać wymaganiom świata zewnętrznego. Jednak aby w pełni jego bogactwa należały do niego, musi spełnić jeden warunek... znaleźć żonę przed skończenie trzydziestych urodzin i spłodzić dziecko. Za namową szalonego i zaskakującego przyjaciela — Adama — postanawia zorganizować konkurs na żonę. Tak trafia na Łucję Maślak skromną, uczynną i krystalicznie czystą dziewczynę. Problem w tym, że Łucja nie wie, iż konkurs organizowany na jej uczelni od początku do końca był zaplanowany przez Hajdukiewicza i zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że z pozoru łatwe konkursowe zadanie sprawiło, że została ona wybrana na żonę.  Beata Majewska znana również pod pseudonimem Augusta Docher, właściwie nazywa się Beata Głąb. Kobieta o wielu twarzach? Tego nie wiem, ale z pewnością o wielu nazwiskach. Na swoim koncie ma już rewelacyjne powieści dla młodzieży z cyklu Wędrowcy i romans erotyczna Anatomia uległości. Ja jestem oczarowany seria dla młodzieży, w której autorka pokazała się z jak najlepszej strony. Jak będzie tym razem? Czy ta powieść obyczajowa spełni moje oczekiwania?  Narracja w powieści jest poprowadzona w trzeciej osobie. Narrator wszechwiedzący skrupulatnie przybliża nam poszczególne postacie i wydarzenia. Myślę, że w stylu Beaty nastąpił z jednej strony progres, z drugiej jednak coś nie zagrało. Jednak po kolei. Po pierwsze podoba mi się to, że autorka wyzbywa się pomału zapychaczy fabuły, a skupia więcej uwagi na emocjach postaci. Nie znajdziemy tu rozległych opisów miejsc i ubioru bohaterów, jest to dokładnie wyważone z dialogami i strefą emocjonalną. Natomiast w dialogach coś zadziało się na niekorzyść, mianowicie momentami autorka starała się wpleść luźny styl, co wychodziło irytująco i niestety momentami prześmiewczo. Beata Majewska nadal powtarza swoje ukochane „Uhm”, które teraz już nie tylko mnie irytowało, ale momentami doprowadziło do szewskiej pasji. Myślałem, że gdyby w mojej obecności ktoś ciągle robił „uhm”, to przestałabym z nim rozmawiać. Momentami irytowało mnie też pisownia słówka dżez, owszem spolszczenia są fajne, lubię je i po to są, aby ich używać, co jednak nie zmienia faktu, że mózg przyzwyczajony do innej pisowni musiał się chwilę zastanowić, co tam jest napisane. Jednak mimo to, że sobie ponarzekała, to książkę czyta się lekko i płynnie. Ja lubię kręcić nosem, to odrobinę sobie pokręciłam, jednak nie są to minusy, które stawiałyby całą książkę w niekorzystnych świetle.      Bohaterowie to jeden z ważniejszych budulców książki. Muszą być wiarygodni i w jakimś stopniu ujmujący. Moje serce skradł Hugo, był enigmatyczny, prawdziwy, charyzmatyczny i stanowczy, wtedy kiedy trzeba. Ponadto był bardzo opiekuńczym mężczyzną, pomimo że nie do końca akceptowana jego zachowania, uważam, że jest lepszą osobą niż Łucja. No właśnie Łucja. Wiem niestety, że takie kobiety gdzieś istnieją. Irytująca do granic możliwości momentami wręcz głupia, zagubiona, choć gdzieś pod tym wszystkim jednak inteligentna. Bohaterka pełna sprzeczności. Niestety nie polubiłam jej. Nie lubię takich miałkich osób w codziennym życiu i nie akceptuje ich w książkach. Może oceniam ja zbyt surowo, liczę, że w jej zachowaniu nastąpi jakiś progres. Starałam się zrozumieć, że duży wpływ na jej infantylne zachowanie ma jej młody wiek. Jednak z drugiej strony ja też kiedyś miałam osiemnaście lat, nie wydaje mi się, żebym była zwyczajnie głupia, bo niestety taka była Łucja. Momentami zachowywała się jak zagubiona mała dziewczynka, a nie dorastająca kobieta. Całą sytuację ratował Hugo i babcia Łucji.  Beata Majewska w Konkursie na żonę pokazała prawdziwe i ponadczasowe wartości rodzinne. Udowodniła, że w naszym życiu najważniejsze jest to, kogo mamy obok siebie. Czasami zdarza nam się nie doceniać tego, co mamy, uciekać w pracę i obowiązki, zapominać o osobach, które w jakichś sposób nas ukształtowały. Autorka niepodważalne pokazała nam, że w życiu najważniejsze jest wsparcie bliskich i ich wyciągnięte pomocne dłonie.  Beata Majewski pisze również o miłości, jednak w tym przypadku relacja jest powierzchowne, bo taka właśnie musi być, z powodu pobudek, jakie kierują głównym bohaterem. On nie chce się angażować, stara się być obojętny na wszystkie znaki, chce uniknąć uroku osobistego Łucji i nie poddać się strzale Amora. Autorka nie usiłuje przedstawić nam czegoś, co nie mogłoby się wydawać. Chce pokazać nam to, co może się dziać gdzieś w równoległej czasoprzestrzeni. Autorka pokazała również, że kobiety, kiedy kochają, to kochają całą sobą, całym sercem i umysłem. Chcąc nie chcąc jesteśmy kruchy istotami i łatwo nas zranić.  Konkurs na żonę idealnie wpasował się w klimat komedii romantycznej. Jest momentami ciepła w innych chwilach śmieszna, jednak najlepsze w niej było to, że potrafiła być emocjonująca. Początek statyczny rozwinięcie sprawia, że poznajemy bohaterów i jednoczymy się z nimi, a zakończenie rozbija nas emocjonalnie. Książka kończy się niejednoznacznie. Autorka zostawia czytelnika w zawieszeniu i jestem ciekawa, jak długo w tym zawieszeniu będziemy trwać.         Konkurs na żonę to dobra przemyślana i dopracowana historia jest swego rodzaju preludium do drugiego tomu. Delikatnie wprowadza nas w świat bohaterów, aby na zakończenie wystawić naszą cierpliwość na próbę. Myślę, że jest nieporównywalna do poprzedniej książek autorki, jest inna, porusza inne tematy i pokazuje inne relacje. Skupia się na wewnętrznych rozterki bohaterów i udowadnia, że to, co z pozoru proste niekoniecznie takie jest.  Książka spodoba się czytelniczkom lubiącym komedie romantyczne i klimatyczne opowieści obyczajowe. Zapewni niemałą rozrywkę na wieczór i sprawi, że z przyjemnością oddamy się w objęcia tejże historii. Konkurs na żonę to lekka niezobowiązująca książka — idealny materiał na film. Myślę, że śmiało możecie po nią sięgać i pozwolić się pochłonąć Hajdukiewiczowi!— Jestem twoją narzeczoną, a nie niewolnicą, mister Grey — powiedziała z oburzeniem. — Co? - Hugo aż się zachłysnął, gdy to usłyszał. — Gówno. Jeden zero dla mnie — rzuciła.Konkurs na żonę Beata Majewska Wydawnictwo: Książnica Data wydania 10 maja 2017 Gatunek Literatura obyczajowa  Literatura polska.

Małżeństwo to związek dwojga ludzi. Formalność, która jest pieczęcią potwierdzającą przynależność dwóch osobnych jednostek. Małżeństwo to węzeł, ponadczasowy splot, łączący dwa serca w jedno, dwoje z pozoru różnych ludzi w jedną istotę.

Hugo Hajdukiewicz bogaty prawnik, jednak nie doszedł do wszystkiego własnymi siłami. Wiele dostał w darze od losu. Ciężko pracuje, zdobywa wykształcenie, stara się sprostać wymaganiom świata zewnętrznego. Jednak aby w pełni jego bogactwa należały do niego, musi spełnić jeden warunek... znaleźć żonę przed skończenie trzydziestych urodzin i spłodzić dziecko. Za namową szalonego i zaskakującego przyjaciela — Adama — postanawia zorganizować konkurs na żonę. Tak trafia na Łucję Maślak skromną, uczynną i krystalicznie czystą dziewczynę. Problem w tym, że Łucja nie wie, iż konkurs organizowany na jej uczelni od początku do końca był zaplanowany przez Hajdukiewicza i zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że z pozoru łatwe konkursowe zadanie sprawiło, że została ona wybrana na żonę.

Beata Majewska znana również pod pseudonimem Augusta Docher, właściwie nazywa się Beata Głąb. Kobieta o wielu twarzach? Tego nie wiem, ale z pewnością o wielu nazwiskach. Na swoim koncie ma już rewelacyjne powieści dla młodzieży z cyklu Wędrowcy i romans erotyczna Anatomia uległości. Ja jestem oczarowany seria dla młodzieży, w której autorka pokazała się z jak najlepszej strony. Jak będzie tym razem? Czy ta powieść obyczajowa spełni moje oczekiwania?

Narracja w powieści jest poprowadzona w trzeciej osobie. Narrator wszechwiedzący skrupulatnie przybliża nam poszczególne postacie i wydarzenia. Myślę, że w stylu Beaty nastąpił z jednej strony progres, z drugiej jednak coś nie zagrało. Jednak po kolei. Po pierwsze podoba mi się to, że autorka wyzbywa się pomału zapychaczy fabuły, a skupia więcej uwagi na emocjach postaci. Nie znajdziemy tu rozległych opisów miejsc i ubioru bohaterów, jest to dokładnie wyważone z dialogami i strefą emocjonalną. Natomiast w dialogach coś zadziało się na niekorzyść, mianowicie momentami autorka starała się wpleść luźny styl, co wychodziło irytująco i niestetyn prześmiewczo. Beata Majewska nadal powtarza swoje ukochane „Uhm”, które teraz już nie tylko mnie irytowało, ale momentami doprowadziło do szewskiej pasji. Myślałem, że gdyby w mojej obecności ktoś ciągle robił „uhm”, to przestałabym z nim rozmawiać.
Jednak mimo to, że sobie ponarzekała, to książkę czyta się lekko i płynnie. Ja lubię kręcić nosem, to odrobinę sobie pokręciłam, jednak nie są to minusy, które stawiałyby całą książkę w niekorzystnych świetle.
Małżeństwo to związek dwojga ludzi. Formalność, która jest pieczęcią potwierdzającą przynależność dwóch osobnych jednostek. Małżeństwo to węzeł, ponadczasowy splot łączący dwa serca w jedno, dwoje z pozoru różnych ludzi w jedną istotę.  Hugo Hajdukiewicz bogaty prawnik, jednak nie doszedł do wszystkiego własnymi siłami. Wiele dostał w darze od losu. Ciężko pracuje, zdobywa wykształcenie, stara się sprostać wymaganiom świata zewnętrznego. Jednak aby w pełni jego bogactwa należały do niego, musi spełnić jeden warunek... znaleźć żonę przed skończenie trzydziestych urodzin i spłodzić dziecko. Za namową szalonego i zaskakującego przyjaciela — Adama — postanawia zorganizować konkurs na żonę. Tak trafia na Łucję Maślak skromną, uczynną i krystalicznie czystą dziewczynę. Problem w tym, że Łucja nie wie, iż konkurs organizowany na jej uczelni od początku do końca był zaplanowany przez Hajdukiewicza i zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że z pozoru łatwe konkursowe zadanie sprawiło, że została ona wybrana na żonę.  Beata Majewska znana również pod pseudonimem Augusta Docher, właściwie nazywa się Beata Głąb. Kobieta o wielu twarzach? Tego nie wiem, ale z pewnością o wielu nazwiskach. Na swoim koncie ma już rewelacyjne powieści dla młodzieży z cyklu Wędrowcy i romans erotyczna Anatomia uległości. Ja jestem oczarowany seria dla młodzieży, w której autorka pokazała się z jak najlepszej strony. Jak będzie tym razem? Czy ta powieść obyczajowa spełni moje oczekiwania?  Narracja w powieści jest poprowadzona w trzeciej osobie. Narrator wszechwiedzący skrupulatnie przybliża nam poszczególne postacie i wydarzenia. Myślę, że w stylu Beaty nastąpił z jednej strony progres, z drugiej jednak coś nie zagrało. Jednak po kolei. Po pierwsze podoba mi się to, że autorka wyzbywa się pomału zapychaczy fabuły, a skupia więcej uwagi na emocjach postaci. Nie znajdziemy tu rozległych opisów miejsc i ubioru bohaterów, jest to dokładnie wyważone z dialogami i strefą emocjonalną. Natomiast w dialogach coś zadziało się na niekorzyść, mianowicie momentami autorka starała się wpleść luźny styl, co wychodziło irytująco i niestety momentami prześmiewczo. Beata Majewska nadal powtarza swoje ukochane „Uhm”, które teraz już nie tylko mnie irytowało, ale momentami doprowadziło do szewskiej pasji. Myślałem, że gdyby w mojej obecności ktoś ciągle robił „uhm”, to przestałabym z nim rozmawiać. Momentami irytowało mnie też pisownia słówka dżez, owszem spolszczenia są fajne, lubię je i po to są, aby ich używać, co jednak nie zmienia faktu, że mózg przyzwyczajony do innej pisowni musiał się chwilę zastanowić, co tam jest napisane. Jednak mimo to, że sobie ponarzekała, to książkę czyta się lekko i płynnie. Ja lubię kręcić nosem, to odrobinę sobie pokręciłam, jednak nie są to minusy, które stawiałyby całą książkę w niekorzystnych świetle.      Bohaterowie to jeden z ważniejszych budulców książki. Muszą być wiarygodni i w jakimś stopniu ujmujący. Moje serce skradł Hugo, był enigmatyczny, prawdziwy, charyzmatyczny i stanowczy, wtedy kiedy trzeba. Ponadto był bardzo opiekuńczym mężczyzną, pomimo że nie do końca akceptowana jego zachowania, uważam, że jest lepszą osobą niż Łucja. No właśnie Łucja. Wiem niestety, że takie kobiety gdzieś istnieją. Irytująca do granic możliwości momentami wręcz głupia, zagubiona, choć gdzieś pod tym wszystkim jednak inteligentna. Bohaterka pełna sprzeczności. Niestety nie polubiłam jej. Nie lubię takich miałkich osób w codziennym życiu i nie akceptuje ich w książkach. Może oceniam ja zbyt surowo, liczę, że w jej zachowaniu nastąpi jakiś progres. Starałam się zrozumieć, że duży wpływ na jej infantylne zachowanie ma jej młody wiek. Jednak z drugiej strony ja też kiedyś miałam osiemnaście lat, nie wydaje mi się, żebym była zwyczajnie głupia, bo niestety taka była Łucja. Momentami zachowywała się jak zagubiona mała dziewczynka, a nie dorastająca kobieta. Całą sytuację ratował Hugo i babcia Łucji.  Beata Majewska w Konkursie na żonę pokazała prawdziwe i ponadczasowe wartości rodzinne. Udowodniła, że w naszym życiu najważniejsze jest to, kogo mamy obok siebie. Czasami zdarza nam się nie doceniać tego, co mamy, uciekać w pracę i obowiązki, zapominać o osobach, które w jakichś sposób nas ukształtowały. Autorka niepodważalne pokazała nam, że w życiu najważniejsze jest wsparcie bliskich i ich wyciągnięte pomocne dłonie.  Beata Majewski pisze również o miłości, jednak w tym przypadku relacja jest powierzchowne, bo taka właśnie musi być, z powodu pobudek, jakie kierują głównym bohaterem. On nie chce się angażować, stara się być obojętny na wszystkie znaki, chce uniknąć uroku osobistego Łucji i nie poddać się strzale Amora. Autorka nie usiłuje przedstawić nam czegoś, co nie mogłoby się wydawać. Chce pokazać nam to, co może się dziać gdzieś w równoległej czasoprzestrzeni. Autorka pokazała również, że kobiety, kiedy kochają, to kochają całą sobą, całym sercem i umysłem. Chcąc nie chcąc jesteśmy kruchy istotami i łatwo nas zranić.  Konkurs na żonę idealnie wpasował się w klimat komedii romantycznej. Jest momentami ciepła w innych chwilach śmieszna, jednak najlepsze w niej było to, że potrafiła być emocjonująca. Początek statyczny rozwinięcie sprawia, że poznajemy bohaterów i jednoczymy się z nimi, a zakończenie rozbija nas emocjonalnie. Książka kończy się niejednoznacznie. Autorka zostawia czytelnika w zawieszeniu i jestem ciekawa, jak długo w tym zawieszeniu będziemy trwać.         Konkurs na żonę to dobra przemyślana i dopracowana historia jest swego rodzaju preludium do drugiego tomu. Delikatnie wprowadza nas w świat bohaterów, aby na zakończenie wystawić naszą cierpliwość na próbę. Myślę, że jest nieporównywalna do poprzedniej książek autorki, jest inna, porusza inne tematy i pokazuje inne relacje. Skupia się na wewnętrznych rozterki bohaterów i udowadnia, że to, co z pozoru proste niekoniecznie takie jest.  Książka spodoba się czytelniczkom lubiącym komedie romantyczne i klimatyczne opowieści obyczajowe. Zapewni niemałą rozrywkę na wieczór i sprawi, że z przyjemnością oddamy się w objęcia tejże historii. Konkurs na żonę to lekka niezobowiązująca książka — idealny materiał na film. Myślę, że śmiało możecie po nią sięgać i pozwolić się pochłonąć Hajdukiewiczowi! — Jestem twoją narzeczoną, a nie niewolnicą, mister Grey — powiedziała z oburzeniem. — Co? - Hugo aż się zachłysnął, gdy to usłyszał. — Gówno. Jeden zero dla mnie — rzuciła.Konkurs na żonę Beata Majewska Wydawnictwo: Książnica Data wydania 10 maja 2017 Gatunek Literatura obyczajowa  Literatura polska.


Bohaterowie to jeden z ważniejszych budulców książki. Muszą być wiarygodni i w jakimś stopniu ujmujący. Moje serce skradł Hugo, był enigmatyczny, prawdziwy, charyzmatyczny i stanowczy, wtedy kiedy trzeba. Ponadto był bardzo opiekuńczym mężczyzną, pomimo że nie do końca akceptowana jego zachowania, uważam, że jest lepszą osobą niż Łucja. No właśnie Łucja. Wiem niestety, że takie kobiety gdzieś istnieją. Irytująca do granic możliwości momentami wręcz głupia, zagubiona, choć gdzieś pod tym wszystkim jednak inteligentna. Bohaterka pełna sprzeczności. Niestety nie polubiłam jej. Nie lubię takich miałkich osób w codziennym życiu i nie akceptuje ich w książkach. Może oceniam ją zbyt surowo, liczę, że w jej zachowaniu nastąpi jakiś progres. Starałam się zrozumieć, że duży wpływ na jej infantylne zachowanie ma młody wiek. Jednak z drugiej strony ja też kiedyś miałam osiemnaście lat, nie wydaje mi się, żebym była zwyczajnie głupia, bo niestety taka była Łucja. Momentami zachowywała się jak zagubiona mała dziewczynka, a nie dorastająca kobieta. Całą sytuację ratował Hugo i babcia Łucji.

Beata Majewska w Konkursie na żonę pokazała prawdziwe i ponadczasowe wartości rodzinne. Udowodniła, że w naszym życiu najważniejsze jest to, kogo mamy obok siebie. Czasami zdarza nam się nie doceniać tego, co mamy, uciekać w pracę i obowiązki, zapominać o osobach, które w jakichś sposób nas ukształtowały. Autorka niepodważalne pokazała nam, że w życiu najważniejsze jest wsparcie bliskich i ich wyciągnięte pomocne dłonie.

Beata Majewski pisze również o miłości, jednak w tym przypadku relacja jest powierzchowne, bo taka właśnie musi być, z powodu pobudek, jakie kierują głównym bohaterem. On nie chce się angażować, stara się być obojętny na wszystkie znaki, chce uniknąć uroku osobistego Łucji i nie poddać się strzale Amora. Autorka nie usiłuje przedstawić nam czegoś, co nie mogłoby się wydarzyć. Chce pokazać nam to, co może się dziać gdzieś w równoległej czasoprzestrzeni. Autorka pokazała również, że kobiety, kiedy kochają, to kochają całą sobą, całym sercem i umysłem. Chcąc nie chcąc jesteśmy kruchy istotami i łatwo nas zranić.

Konkurs na żonę idealnie wpasował się w klimat komedii romantycznej. Jest momentami ciepła w innych chwilach śmieszna, jednak najlepsze w niej było to, że potrafiła być emocjonująca. Początek statyczny rozwinięcie sprawia, że poznajemy bohaterów i jednoczymy się z nimi, a zakończenie rozbija nas emocjonalnie. Książka kończy się niejednoznacznie. Autorka zostawia czytelnika w zawieszeniu i jestem ciekawa, jak długo w tym zawieszeniu będziemy trwać.
Małżeństwo to związek dwojga ludzi. Formalność, która jest pieczęcią potwierdzającą przynależność dwóch osobnych jednostek. Małżeństwo to węzeł, ponadczasowy splot łączący dwa serca w jedno, dwoje z pozoru różnych ludzi w jedną istotę.  Hugo Hajdukiewicz bogaty prawnik, jednak nie doszedł do wszystkiego własnymi siłami. Wiele dostał w darze od losu. Ciężko pracuje, zdobywa wykształcenie, stara się sprostać wymaganiom świata zewnętrznego. Jednak aby w pełni jego bogactwa należały do niego, musi spełnić jeden warunek... znaleźć żonę przed skończenie trzydziestych urodzin i spłodzić dziecko. Za namową szalonego i zaskakującego przyjaciela — Adama — postanawia zorganizować konkurs na żonę. Tak trafia na Łucję Maślak skromną, uczynną i krystalicznie czystą dziewczynę. Problem w tym, że Łucja nie wie, iż konkurs organizowany na jej uczelni od początku do końca był zaplanowany przez Hajdukiewicza i zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że z pozoru łatwe konkursowe zadanie sprawiło, że została ona wybrana na żonę.  Beata Majewska znana również pod pseudonimem Augusta Docher, właściwie nazywa się Beata Głąb. Kobieta o wielu twarzach? Tego nie wiem, ale z pewnością o wielu nazwiskach. Na swoim koncie ma już rewelacyjne powieści dla młodzieży z cyklu Wędrowcy i romans erotyczna Anatomia uległości. Ja jestem oczarowany seria dla młodzieży, w której autorka pokazała się z jak najlepszej strony. Jak będzie tym razem? Czy ta powieść obyczajowa spełni moje oczekiwania?  Narracja w powieści jest poprowadzona w trzeciej osobie. Narrator wszechwiedzący skrupulatnie przybliża nam poszczególne postacie i wydarzenia. Myślę, że w stylu Beaty nastąpił z jednej strony progres, z drugiej jednak coś nie zagrało. Jednak po kolei. Po pierwsze podoba mi się to, że autorka wyzbywa się pomału zapychaczy fabuły, a skupia więcej uwagi na emocjach postaci. Nie znajdziemy tu rozległych opisów miejsc i ubioru bohaterów, jest to dokładnie wyważone z dialogami i strefą emocjonalną. Natomiast w dialogach coś zadziało się na niekorzyść, mianowicie momentami autorka starała się wpleść luźny styl, co wychodziło irytująco i niestety momentami prześmiewczo. Beata Majewska nadal powtarza swoje ukochane „Uhm”, które teraz już nie tylko mnie irytowało, ale momentami doprowadziło do szewskiej pasji. Myślałem, że gdyby w mojej obecności ktoś ciągle robił „uhm”, to przestałabym z nim rozmawiać. Momentami irytowało mnie też pisownia słówka dżez, owszem spolszczenia są fajne, lubię je i po to są, aby ich używać, co jednak nie zmienia faktu, że mózg przyzwyczajony do innej pisowni musiał się chwilę zastanowić, co tam jest napisane. Jednak mimo to, że sobie ponarzekała, to książkę czyta się lekko i płynnie. Ja lubię kręcić nosem, to odrobinę sobie pokręciłam, jednak nie są to minusy, które stawiałyby całą książkę w niekorzystnych świetle.      Bohaterowie to jeden z ważniejszych budulców książki. Muszą być wiarygodni i w jakimś stopniu ujmujący. Moje serce skradł Hugo, był enigmatyczny, prawdziwy, charyzmatyczny i stanowczy, wtedy kiedy trzeba. Ponadto był bardzo opiekuńczym mężczyzną, pomimo że nie do końca akceptowana jego zachowania, uważam, że jest lepszą osobą niż Łucja. No właśnie Łucja. Wiem niestety, że takie kobiety gdzieś istnieją. Irytująca do granic możliwości momentami wręcz głupia, zagubiona, choć gdzieś pod tym wszystkim jednak inteligentna. Bohaterka pełna sprzeczności. Niestety nie polubiłam jej. Nie lubię takich miałkich osób w codziennym życiu i nie akceptuje ich w książkach. Może oceniam ja zbyt surowo, liczę, że w jej zachowaniu nastąpi jakiś progres. Starałam się zrozumieć, że duży wpływ na jej infantylne zachowanie ma jej młody wiek. Jednak z drugiej strony ja też kiedyś miałam osiemnaście lat, nie wydaje mi się, żebym była zwyczajnie głupia, bo niestety taka była Łucja. Momentami zachowywała się jak zagubiona mała dziewczynka, a nie dorastająca kobieta. Całą sytuację ratował Hugo i babcia Łucji.  Beata Majewska w Konkursie na żonę pokazała prawdziwe i ponadczasowe wartości rodzinne. Udowodniła, że w naszym życiu najważniejsze jest to, kogo mamy obok siebie. Czasami zdarza nam się nie doceniać tego, co mamy, uciekać w pracę i obowiązki, zapominać o osobach, które w jakichś sposób nas ukształtowały. Autorka niepodważalne pokazała nam, że w życiu najważniejsze jest wsparcie bliskich i ich wyciągnięte pomocne dłonie.  Beata Majewski pisze również o miłości, jednak w tym przypadku relacja jest powierzchowne, bo taka właśnie musi być, z powodu pobudek, jakie kierują głównym bohaterem. On nie chce się angażować, stara się być obojętny na wszystkie znaki, chce uniknąć uroku osobistego Łucji i nie poddać się strzale Amora. Autorka nie usiłuje przedstawić nam czegoś, co nie mogłoby się wydawać. Chce pokazać nam to, co może się dziać gdzieś w równoległej czasoprzestrzeni. Autorka pokazała również, że kobiety, kiedy kochają, to kochają całą sobą, całym sercem i umysłem. Chcąc nie chcąc jesteśmy kruchy istotami i łatwo nas zranić.  Konkurs na żonę idealnie wpasował się w klimat komedii romantycznej. Jest momentami ciepła w innych chwilach śmieszna, jednak najlepsze w niej było to, że potrafiła być emocjonująca. Początek statyczny rozwinięcie sprawia, że poznajemy bohaterów i jednoczymy się z nimi, a zakończenie rozbija nas emocjonalnie. Książka kończy się niejednoznacznie. Autorka zostawia czytelnika w zawieszeniu i jestem ciekawa, jak długo w tym zawieszeniu będziemy trwać.         Konkurs na żonę to dobra przemyślana i dopracowana historia jest swego rodzaju preludium do drugiego tomu. Delikatnie wprowadza nas w świat bohaterów, aby na zakończenie wystawić naszą cierpliwość na próbę. Myślę, że jest nieporównywalna do poprzedniej książek autorki, jest inna, porusza inne tematy i pokazuje inne relacje. Skupia się na wewnętrznych rozterki bohaterów i udowadnia, że to, co z pozoru proste niekoniecznie takie jest.  Książka spodoba się czytelniczkom lubiącym komedie romantyczne i klimatyczne opowieści obyczajowe. Zapewni niemałą rozrywkę na wieczór i sprawi, że z przyjemnością oddamy się w objęcia tejże historii. Konkurs na żonę to lekka niezobowiązująca książka — idealny materiał na film. Myślę, że śmiało możecie po nią sięgać i pozwolić się pochłonąć Hajdukiewiczowi!— Jestem twoją narzeczoną, a nie niewolnicą, mister Grey — powiedziała z oburzeniem. — Co? - Hugo aż się zachłysnął, gdy to usłyszał. — Gówno. Jeden zero dla mnie — rzuciła.Konkurs na żonę Beata Majewska Wydawnictwo: Książnica Data wydania 10 maja 2017 Gatunek Literatura obyczajowa  Literatura polska.


Konkurs na żonę to dobra przemyślana i dopracowana historia jest swego rodzaju preludium do drugiego tomu. Delikatnie wprowadza nas w świat bohaterów, aby na zakończenie wystawić naszą cierpliwość na próbę. Myślę, że jest nieporównywalna do poprzednich książek autorki, jest inna, porusza inne tematy i pokazuje inne relacje. Skupia się na wewnętrznych rozterki bohaterów i udowadnia, że to, co z pozoru proste niekoniecznie takie jest.

Książka spodoba się czytelniczkom lubiącym komedie romantyczne i klimatyczne opowieści obyczajowe. Zapewni niemałą rozrywkę na wieczór i sprawi, że z przyjemnością oddamy się w objęcia tejże historii. Konkurs na żonę to lekka niezobowiązująca książka — idealny materiał na film. Myślę, że śmiało możecie po nią sięgać i pozwolić się pochłonąć Hajdukiewiczowi!

Za możliwość przeczytania dziękuję Autorce i wydawnictwu:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Książko, miłości moja. , Blogger