Ta książka mnie zadręczyła... „Dręczyciel” Penelope Douglas.





Męcz mnie!
Dręcz mnie.
Ręcznie!
Smagaj, poniewieraj, steraj, truj!

Tak niegdyś śpiewał kabaret Starszych Panów. Tekst ten wpasowuje się idealnie w klimat tej książki. O dręczeniu, męczeniu i wszelkiego rodzaju poniewieraniach tu mowa... tylko, czy fajnie było o tym czytać?

Tate niemal od dzieciństwa przyjaźniła się z Jeardem. Zawsze trzymali się razem, mieszkali blisko siebie i wspólnie spędzali każdy wolny dzień. Jednak nieoczekiwanie w zachowaniu Jareda wszystko się zmieniło. Stał się opryskliwy, nieprzyjemny i rozpuszczał bolesne i krzywdzące plotki o głównej bohaterce. Co wpłynęło na takie zachowanie bohatera? Czy tych dwoje jeszcze ma szansę odbudować swoje relacje?

Część techniczna


Książka napisana jest w pierwszoosobowej narracji. Dostajemy prolog, sytuację, która miała miejsce rok przed faktycznym wydarzeniem — przed wyjazdem do Francji, pierwszy rozdział dzieje się już po powrocie głównej bohaterki z rocznej podróży. Język, jakim jest napisana książka, jest prosty, łatwy w odbiorze. Autorka chciała trafić do młodzieży, stąd też lekki styl pisania.

Fabuła


Sam pomysł na fabułę uważam za oryginalny. Przedstawienie głównych bohaterów jako prawdziwych, niepohamowanych wrogów było dobrym posunięciem. Tylko już wyjaśnienie tej wrogości między postaciami było odrobinę wymuszone i odrealnione. O ile jestem w stanie zrozumieć, że młodymi ludźmi potrafią rządzić hormony i rozmaite wewnętrzne burze, o tyle nie jestem w stanie zaakceptować takiego zachowania ze strony, wydawać by się mogło, niemal dorosłych osób. Bohaterowie zwyczajnie coś sobie ubzdurali w głowach, nie wyjaśnili zaistniałej sytuacji między sobą, tylko postanowili robić sobie na złość i nie może tu być mowy o głupiutkich dowcipach, jak dla mnie to było zwyczajne znęcanie się psychiczne głównego bohatera nad bohaterką. Dla mnie ta historia powinna mieć finał w sądzie.

Romans

Budowa wątku miłosnego jest wręcz absurdalna. Jestem w stanie zrozumieć powiedzenie, kto się czubi, ten się lubi, ale są chyba w tym gdzieś jakieś granice dobrego smaku i gustu. Zaufanie to podstawa związku, a tutaj nie ma mowy o zaufaniu, kiedy jedna ze stron zamieniła twoje życie w koszmar i odcięła zupełnie od uciech w towarzystwie rówieśników. To szkalowanie przez niemal całą szkołę średnią było dla mnie nie do przyjęcia, nie mogę uwierzyć, że na takiej relacji można zbudować związek, ja tego nie kupuję, nie wzbudziło to we mnie żadnych emocji, nie wypełniło mojego serca ciepłem i nie przekonało do siebie. Dla mnie ta historia była zupełnie odrealniona, nawet w drobnym szczególe nie łączyła się z zewnętrznym światem. Myślałam, że autorka chociaż w racjonalny i wiarygodny sposób wyjaśni nam zachowania Jareda, ale tego też zabrakło. Przyczyny zachowania głównego bohatera, jakie usiłuje nam przekazać autorka, są dla mnie wyssane z palca i wymyślone wręcz na prędko na kolanie.

Może wy się ze mną nie zgodzicie? Może was ten wątek wciągnie i dostrzeżecie w nim coś, czego ja nie dostrzegam.

Emocje

W tej książce niemal nie istnieją, a dla mnie książka wypłukana z emocji, jest nic niewarta. Był moment, epizod z przeszłości głównego bohatera, w którym autorka starała się wpłynąć na emocje czytelnika, wzbudzić współczucie. Jednak nie złamałam się, było to zbyt powierzchowne, tylko powiedziane, wręcz suche. Budowa głównego bohatera miała potencjał, mogło wyjść naprawdę dobrze, jednak wytłumaczenie jego zachowania psuje wszystko, co wcześniej się wyklarowało. Umiejętność przelewania uczuć na papier to coś, czego nie da się wyuczyć w najlepszych szkołach, to dar, który albo się posiada, albo nie. Oczywiście emocjonalność książki zależy od osobistego odbioru, dla mnie nie było emocji żadnych, autorka mnie nie ujęła, ale może wy poczujecie jakieś ukłucia, wzruszenia, które dla mnie były nic niewarte?




  
Podsumowując

Dręczyciel to lekka, niezobowiązująca książka. Czyta się ją niemal błyskawicznie, ale nie oznacza to jeszcze, że jest dobra. Ja nie kupuję tej historii, nie odnajduję siebie w niej. Tym razem jestem zawiedziona, bo myślałam, że trafię na naprawdę dobrą młodzieżówkę podszytą problemami młodych ludzi, a dostałam opowieść z zupełnie zmarnowanym potencjałem.


***Może już ktoś z was czytał książkę i chciałby się ze mną podzielić swoim zdaniem? Spostrzeżeniami na dane tematy? Chętnie porozmawiam!


Za możliwość przeczytania dziękuję Editio red.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Książko, miłości moja. , Blogger