Tańcowała Igła... z Marchewką? Czyli o niezwykłej komedii Marty Obuch „Francuski piesek”.



Nie wiem, gdzie Marta Obuch się chowała, albo inaczej, gdzie ja się obracałam, że jeszcze nie trafiłam na książki tej autorki!

Misia zamieszkuje nowy, wręcz wymarzony domek. Problem jednak tkwi w tym, że sama musi uporać się z remontem. Na szczęście z pomocą przychodzi jej Zuzanna, przyjaciółki zakasają rękawy i biorą się do pracy. Jednak to dopiero początek dziwnych sytuacji. Zuzie po raz kolejny nie udaje się zdać prawa jazdy, Marchewka wraz z Igłą stali się nadzbyt tajemniczy, a na domiar złego do Misi wprowadza się, była narzeczona jej byłego męża. Istny galimatias do tego z poplątaniem w jednym. Nie sposób się dziwić, że w takim zamieszaniu może ktoś zginąć, zaginąć, a nawet się zakochać.

Do książki podeszłam sceptycznie, z wielkim dystansem. Miałam obawy, że skoro wszyscy w koło mówili, że to niezwykła i zabawna historia, ja na przekór nie zachwycę się nią. Kiedy kilkoro osób mówi mi, że coś jest śmieszne, mnie najczęściej nawet nie drgną kąciki ust w drobnym uśmiechu. Dlatego też do Francuskiego pieska zabierałam się jak kot do jeża. W końcu jednak przebrnęłam przez pierwsze kolce i przekonałam samą siebie, że przecież, co mi szkodzi spróbować? Zaczęłam czytać i już na pierwszej stronie wybuchnęłam śmiechem. No cóż, sytuacja Zuzy do złudzenia przypomniała mi moją sytuację, choć ja dopiero pierwszy raz oblałam egzamin na prawo jazdy, gdzie mi tam do jej dwunastu razy, niemniej sytuacja mnie rozśmieszyła i pomyślałam sobie, że muszę brnąć w to dalej. W końcu, jeżeli autorka potrafiła rozbawić mnie na samym początku, to im dalej w treść, tym więcej śmiechów prawda? Otóż najprawdziwsza prawda. Marta Obuch trafiła poczuciem humoru w punkt. Mało tego, że sprawiła, iż uśmiech nie schodził mi z twarzy, to jeszcze zagwarantowała mi ból brzucha, który był następstwem niekontrolowanych wybuchów śmiechu. Myślę, że autorka wraz z wydawnictwem Filia powinni dołączyć do książki krem przeciwzmarszczkowy, bo uśmiech nie schodził mi z twarzy i jak nic nabawiłam się przez to zmarszczek mimicznych.



[...] - Mamy gościa. Zaprosiłam na podwieczorek tę intrygującą osóbkę, koleżankę Misi.
- Osupkę? A co to jest osupka? Ser z góra? [...]



Pomysł na fabułę świetny, autorka kupiła mnie również umiejscowieniem akcji w Katowicach, w sercu naszego kochanego, zadymionego i czarnego Śląska. Jednak czym byłoby miejsce akcji, bez nietuzinkowych postaci?! Do gustu przypadła mi szczególnie Zuza i to wcale nie przez fakt, że połączyła nas miłość, a raczej nienawiść do WORD-u, ale uderzyła mnie jej charyzma i cięty język. No takich ludzi to ja lubię, w prawdziwym życiu i tym na papierze również. Francuz zwany Lukiem także nie jest postacią obojętną, to on zapewnił mi przynajmniej połowę śmiechów, ciągle przekręcał jakieś wyrazy, połowę rzeczy nie rozumiał, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że autorka idealnie uchwyciła cudzoziemca uczącego się naszego ojczystego języka, wszak nie od dziś wiadomo, że język polska trudna sprawa. Myślę, że każda z postaci jest puzzlem w tej absurdalnej układance, wszyscy razem tworzą powieść, obok której nie można przejść obojętnie. Prawdą jest, że po przeczytaniu tej książki już nie będę zerkała na marchewkę tak jak wcześniej, a i na igłę popatrzę z większym sentymentem. Co by jednak nie mówić i postaci nie chwalić, czym byliby wszyscy bez Ryszardy, prawdziwej wisienki na torcie, prawdziwa fabularna pierdoła, ale gdyby nie ona do dziś nie wpadłabym na to, jak bardzo w domu jest potrzebny ciciker — nie pytajcie co to, żeby to zrozumieć, trzeba poznać Ryszardę i jej specyficzną charyzmę.

[...] Gdzie można zabra kobietę? Zapytał więc Igłę [...]
Takie typowo kobiece miejsce... i żeby były fotele?
— Ginekolog? — Rzucił Igła — Poradnia K?[...]



Książkę czytamy niemal jednym tchem, trzecioosobowa narracja i narrator wszechwiedzący prowadzi nas w konkretnym kierunku, ujawniając przy tym rąbka tajemnicy z najciemniejszych umysłów, kobiecej, męskiej i francuskiej psychiki. Marta Obuch zachwyciła mnie lekkością pióra, językiem i kunsztem autorskim, po tak skonstruowanej historii powinnam, ba nie powinnam, ja muszę poznać wcześniejsze dzieła autorki. Przecież takie książki, aż chce się czytać. To właśnie te nietuzinkowe i do bólu zabawne historie pozwalają nam odetchnąć po ciężkim dniu, zapomnieć o szarości dnia codziennego i zupełnie się wyluzować.


Francuski Piesek to książka pełna absurdalnych sytuacji, zabawnych dialogów i nieoczekiwanego trupa. Wszystko idealnie doprawione francuską kuchnią z niemałą ilością cynamonu. Gwarantuje wam rozrywkę, pełną zaskakujących, zabawnych zwrotów akcji i niecodziennych sytuacji. Dajcie się zagiąć w tej śląskiej, zabawnej czasoprzestrzeni, bo Marta Obuch stworzyła historię, która rozśmieszy nawet największych ponuraków!

Ocena: 5/6 rewelacyjna




Za możliwość przeczytania dziękuję:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam Cię czytelniku.

Prowadzę moje miejsce w sieci właśnie dla Ciebie. Rozgość się i czuj się jak we własnym zakątku internetu. Dziel się ze mną swoimi spostrzeżeniami, odczuciami i wrażeniami z przeczytanych recenzji, książek i nie tylko. Zachęcam Cię również do zostawienia po sobie śladu w postaci komentarza. Z miłą chęcią sprawdzę, skąd do mnie przywędrowałeś i odwiedzę Twój internetowy kącik. Jednak jeżeli chcesz tylko się niemiło zareklamować i nachalnie zaprosić mnie do siebie, to wiedz, że będzie mi bardzo przykro, iż nie przywędrowałeś do mnie bezinteresownie.

Ps. Kochani, nie mam nic przeciwko linkom, do waszych blogów, jeżeli nie są bezczelnym i nachalnym spamem. Możecie, je wklejać pod waszymi komentarzami, chętnie wszędzie zajrzę w wolnej chwili. Niestety Disqus uniemożliwia mi znalezienie niektórych blogów. :(





© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon