Kolejny debiut. A jak to z debiutami bywa... są różne! "Władczyni mroku" K.C. Hiddenstrom

 
 
 
Nie wiem, jak to się stało, że książka wpadła w moje ręce. Najpierw zachwalała ją Ola ze Stanu zaczytanego, potem poczytałam sobie o niej u Grażynki z Czytaninki (o fajnie się rymuje☺). Dlatego też, gdy autorka wyszła do mnie z propozycją zrecenzowania tej książki, nie wahałam się ani chwili. Decyzje podjęłam w mgnieniu oka...

Ona przeciętna, nijaka, zagubiona, zwykła, jak każda z nas. Megan Rivers główna bohaterka książki, na tle innych dziewczyny wyróżnia ją tylko malowniczy tatuaż. Życie dziewczyny zmienia się diametralnie, gdy traci prace, a z bezrobotnej passy uwalnia ją Nicholasa Marlowe'a, u którego zaczyna nową pracę. Jednak mężczyzna nie jest tylko zwykłym szefem... jest Księciem Ciemności.

Zawsze miałam obawy przed mrocznymi książkami fantasy, myślałam, że zupełnie nie są dla mnie, nie mogłam się odnaleźć w ich świecie. Jednak z lektury na lekturę zaczęłam się bardziej do nich przekonywać. Dlatego też sięgnęłam po Władczynię mroku, której osią przewodnią nie jest tylko mrok, ale i jasność w postaci miłości. To właśnie ten watek kupił moje serce. Bardzo podobało mi się, w jaki sposób autorka buduję napięcie między dwoma bohaterami, a jeszcze lepiej wychodziło jej rozładowywanie owego napięcia. Jako romantyczna dusza, wręcz niepoprawna romantyczka znalazłam w tym mroku iskierkę czegoś, co ogrzało moje serce i zagmatwało zmysły.
 
 


K.C. Hiddenstrom pisze lekkim przyjemnym językiem, jednak i ta autorka nie ustrzegła się zwanego przeze mnie syndromu debiutanta. Mianowicie w książce pojawia się zbyt dużo zapychaczy, niepotrzebnych ulepszaczy i spowalniaczy akcji. Niestety, ale właśnie te niektóre momenty działały mi na nerwy i sprawiały, że miałam ochotę przekartkować książkę, aż zacznie się coś dziać. Jednak nie załamujcie się, takie zjawisko u debiutantów jest czymś naprawdę normalnym, nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale wiem, że niemal 70% debiutantów zapycha fabułę, zbyt rozległymi opisami miejsc i czynności.

Wracając do fabuły mamy tutaj obraz typowej walki dobra ze złem, jednak pomimo tego już znanego od pokoleń schematu, autorka potrafiła mnie zainteresować. Zostałam szybko wciągnięta w świat bohaterów, choć do połowy szło mi strasznie opornie, to jednak potem było już tylko z górki. Wiele się dzieje, akcja momentalnie nabiera pędu i biegnie z prędkością światła. Coś w końcu zaczyna się dziać i my czytelnicy, nie mamy już czasu na oddech. Chcemy poznać, jak rozwinie się historia, co spotka nas i naszych bohaterów na następnej stronie. Cieszę się, że pomimo pewnej sztampowości udało się K.C Hiddenstrom stworzyć coś wciągającego i niespodziewanego.
 
 

Władczyni mroku to stosunkowo dobry debiut, autorka musi się jedynie wyzbyć niewyobrażalnej potrzeby informacja czytelnika o wszystkich nieznaczących rzeczach, książka mogłaby być przez to nieco cieńsza, ale za to lepsza. Niemniej chciałabym przeczytać coś jeszcze spod pióra tej autorki, ponieważ charakteryzuje się ona ciekawym prostym stylem i niewyobrażalnymi pokładami wyobraźni. Odrobina szlifu i będzie perfekcyjnie.
 
Ocena: 4/6 (dobra)
 
Za możliwość przeczytania dziękuję autorce. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Książko, miłości moja. , Blogger