Pierwsze spotkanie z Rainbow Rowell i taka wtopa... "Nie poddawaj się".




Jak zapewne zdarzyliście zauważyć, uwielbiam literaturę młodzieżową. Może chcę się przez nią odmłodzić? Może nadal jestem młoda duchem? Nie wiem, wiem jedno, że przy takich książkach najlepiej się relaksuje, ale też wzruszam, płaczę, bądź śmieje do rozpuku. Czy Rainbow Rowell spełniła moje oczekiwania względem literatury młodzieżowej?

Przygody Simona zaczęły się w książce Fangirl, byłam mocno zdziwiona tym faktem i ubolewałam nad tym, że nie czytałam wspomnianej książki. Pytałam innych czytelników, ale wszyscy zgodnie odpowiadali, że książki nie są ze sobą powiązane, więc znajomość bądź nieznajomość Fangirl w niczym nie pomoże. Usłyszałam nawet, że osoby, które przeczytały Fangirl, wcale nie odnalazły się lepiej w Nie poddawaj się.




Nie jestem wybrańcem. Jasne, że nie. Nie jestem wybrańcem. Magii niech będą dzięki.



Jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, zawsze zastanawiałam się, na czym polega jej fenomen, dlaczego wszyscy piszczą z zachwytu nad jej innymi książkami, choćby nad powieścią Eleonora i Park. Myślałam, że to autorka na miarę najlepszych pisarek z kategorii Young/New adult. Jednak srogo się przeliczyłam. Zacznę jednak od początku.
Narracja w książce jest równie chaotyczna co cała opowieść. Rozdziały są pisane z perspektywy Maga, Simona, Agathy, Penny i inny w miarę potrzeb autorki, nie rozumiem takiego poplątania i przeskoków w rozdziałach, to pierwsza rzecz, jaka rzuciła mi się w oczy i choć nie była wielkim błędem, to jednak mocno wpłynęła na moją ocenę książki, uważam, że można było całość opisać z perspektywy narratora wszechwiedzącego i uniknąć niepotrzebnego poplątania.
Ponadto książka to ósma (siódma?) część jakiejś serii, żeby było śmieszniej pozostałe części w ogóle, nie istnieją, miałam wrażenie, że czytałam kontynuację czegoś, co w ogóle nie miało początku. Zostajemy wrzuceni w świat czarodziejów i innych magicznych stworów, w gotowe i wyrobione relacje między ludzkie i czujemy się niczym intruz w tym całym zamieszaniu.



Myślenie o tym, czego nie można mieć ani zmienić, boli.


Drugim aspektem, który rzucił mi się w oczy to strasznie dużo podobieństwa, jeżeli chodzi o tę książkę i o Harry’ego Pottera, Simon to Harry, niby wielki potężny, a jednak nie zdaje sobie z tego sprawy. Penny to śmielsza, weselsza i bardziej rozrywkowa wersja Hermiony. A Mag to dla mnie Dumbledore, czy tego chcę, czy nie. Nie wiem, czy to miał być fan fiction? Niestety, ale ten obraz podobieństw ciągnął się ze mną dość długo przez fabułę książki. Na szczęście wiele wątków się różni i to diametralnie, ale niesmak związany z podobieństwem postaci jest dla mnie zbyt duży.

Książka to zbitek rozmaitych postaci, wampirów, wilkołaków, czarodziejów i wszystkich innych dziwnych stworzeń, jakie tylko jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Odrobinę było tego za dużo i bez większego przekonania, śledziłam każdą następną pojawiającą się magiczną postać. Całość dopełnia strasznie mozolny i infantylny styl Rainbow Rowell, nie jestem w stanie powiedzieć, czy odbieram go tak dlatego, że już nie jestem młodzieżą, choć patrząc na to ile czytam książek młodzieżowych wnioskuję, że to raczej pióro Rowell do mnie zupełnie nie trafiło.

Jedynym plusem książki jest nagromadzenie różnego rodzaju wątków, począwszy od tych miłosnych, poprzez przyjaźnie, aż po wrogość. Taka rozmaitość w relacjach jest czymś dobrym w powieści. Ostatnim już plusem jest zakończenie i pęd ostatnich rozdziałów. Akcja nabiera diametralnie rozpędu i to mi się bardzo podobało, coś w końcu zaczęło się dziać, sytuacje zaczęły się klarować, jednak nie na tyle, żebym mogła tę książkę ocenić wyżej, niż oceniłam.



Nie poddawaj się to dobry tytuł, naprawdę trzeba mieć w sobie wiele siły, żeby się nie poddać i przeczytać tę książkę do końca. Mnie strasznie wynudziła, czytając ją robiłam sobie przerwy na inne tytuły, a nawet na seriale. Niestety nie zapałałam wielką radością ani do historii, ani do stylu autorki i już jakoś nie mam ochoty sprawdzać, czy inne książki Rainbow Rowell były lepsze. Nie mogę wam tej książki polecić z czystym sumieniem, myślę, że jest to lektura dla młodzieży w wieku 11-14 lat, może takim młodym czytelnikom książka przypadnie do gustu. Ja już do tej grupy się nie zaliczam, choćbym bardzo chciała i niestety dla mnie książka była słaba.

Za możliwość przeczytania dziękuję


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Książko, miłości moja. , Blogger