Przystojny,niebazpieczny i piekna dziennikarka. Romans roku, czy kit? Manwhore Katy Evans








Katy Eans już dawno kupiła moje serce, zawładnęła mnie swoim piórem i oryginalną kreacją bohaterów. Real pokochałam całym sercem i nigdy nie zapomnę emocji, jakie we mnie wzbudził, jednak teraz mam do czynienia z inną książką autorki, choć gatunek ten sam... jak będzie tym razem?

Rachel młoda ambitna dziennikarka ma przeprowadzić wywiad z rekinem biznesu i lokalnym playboyem —  Malcolmem Saint. Zadaniem dziewczyny jest zdemaskowanie jego sposobów podrywu i obnażyć wszystkie jego triki. Jednak zadanie nie jest tak proste, jak może się wydawać, kiedy w grę wchodzi pożądanie. Co wyniknie z tej znajomości? Jak wpłynie zdemaskowanie Sainta na Rachel? Czy Rachel będzie w stanie napisać artykuł po tym czego, doświadczy?



Podobno, kiedy się czegoś pragnie, powinno się to sobie wyobrazić, a wtedy to się zmaterializuje. Cóż, po raz pierwszy w życiu pragnę czegoś tak bardzo, że w końcu zaczyna nabierać kształtów.

Kiedy przeczytałam pierwszy rozdział i dowiedziałam się, że Rachel ma przeprowadzić wywiad z pięknym, niebezpiecznym, miliarderem, moja pierwsza myśl było "Serio Katy Evans? Tylko na tyle Cię stać". Moje myśli od razu powędrowały do wywiadu z innej znanej trylogii. Cieszę się jednak, że Evans pokazała swój styl i kunszt autorski z jak najlepszej strony i nie poszła na żadną łatwiznę i schematy z innej książki.
Może nie jest tak do końca, że Manwhore wyłamało się ze schematów, ale jest ciekawe pomimo wszelkiej sztampowości, wciąga w fabułę, nie przytłacza, a wręcz przeciwnie, bardzo intryguje.
Postacie zostały zbudowane na podobnych fundamentach jak inni bohaterowie z tego typu książek, choć Evans udało się dodać do nich garść oryginalności. Charyzmatyczna bohaterka, nie irytuj, jest prawdziwa, a jej wewnętrzne emocje zostały idealnie zobrazowane. Wewnętrzna walka, jaką prowadzi w ostatnich rozdziałach, jest mocno wyczuwalna. Czytelnik sam jest roztargniony, nad tym, co poprawne moralnie, a nad tym, co ważne. Nie wiadomo czy lepiej posłuchać serca, czy rozważnego rozumu.
Malcolm z kolei jest mężczyzną zamkniętym w sobie, traktującym przygodny seks, jako odskocznie od problemów, jest męski, silny, zdeterminowany, a przy tym tak bardzo spragniony miłości, bliskości i akceptacji. Nie wiemy zbyt wiele o tym mężczyźnie, ale możemy go stopniowo odkrywać na tyle na ile nam pozwoli, możemy go analizować, mając o nim tylko garść informacji. Bohaterowie są JACYŚ, wyraziści, bliscy czytelnikowi, nie tylko Rachel i Malcom mają swoją krzepę, również postacie poboczne zostały dobrze nakreślone. Momentalnie strasznie irytowała mnie przyjaciółka Rachel — Ginna, która była dla mnie takim grożącym palcem z nieba, zamiast wspierać przyjaciółkę w wyborach, ciągle kręciła nosem i przestrzegała przed niebezpieczeństwem. Dobrze, że w porę oprzytomniała, bo miałam już ochotę zacząć wykreślać jej kwestie z rozdziałów.



 [...] - To dlatego, że jesteś dobra, a ja nie.
- O nie. - Śmieję się, ale on jest poważny. Milczy. -  W każdym z nas jest coś dobrego i złego.


Wątek miłosny, choć nie wybiegałabym tak daleko w określeniach relacji bohaterów, jest równie poprowadzony w dobry sposób. Malcolm to wielka zagadka, dla głównej bohaterki, dla czytelników, a może i dla samej autorki? Relacje między postaciami trzymają w napięciu, nie mamy wszystkiego wyłożonego od razu na tacy, musimy poczekać na rozwój wydarzeń, przekonać się, do jakiego momentu zaprowadzi nas ta książka, a uwierzcie mi, że prowadzi do istotnego momentu, do zakończenia, po którym będziecie krzyczeć z rozpaczy i obwiniać wszystkich w koło, za brak drugiego tomu pod ręką. Nie wiem, jak można tak traktować czytelnika, zostawiać w takim zawieszeniu na pastwę własnej gonitwy myśli.

Katy Evans po raz kolejny pokazała mi, że potrafi tworzyć wciągające historie, choć Manwhore sporo różni się od Reala i Mine nie przebija Remingtona, to jednak jest dobrym wyważonym i subtelnym romansem. Sceny erotyczne nie przytłaczają, są delikatne, autorka nie sili się na wymuszone opisy, a mimo to atmosfera jest wręcz gęsta od napięcia i pożądania.



Manwhore to nie lektura zmuszająca do myślenia, nie sprawi, że będziecie się wić z nadmiaru emocji, nie przytłoczy fabułą, ale za to zagwarantuje wam świetną rozrywkę na wieczór, przy lampce wina. Sprawi, że wasze serce kilka razy zostanie wypełnione przyjemnym ciepłem, a z ust mimochodem uwolni się wzdychnięcie. Polecam, choć pamiętajcie, że jest to romans i nie wymagajcie od niego niemożliwego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam Cię czytelniku.

Prowadzę moje miejsce w sieci właśnie dla Ciebie. Rozgość się i czuj się jak we własnym zakątku internetu. Dziel się ze mną swoimi spostrzeżeniami, odczuciami i wrażeniami z przeczytanych recenzji, książek i nie tylko. Zachęcam Cię również do zostawienia po sobie śladu w postaci komentarza. Z miłą chęcią sprawdzę, skąd do mnie przywędrowałeś i odwiedzę Twój internetowy kącik. Jednak jeżeli chcesz tylko się niemiło zareklamować i nachalnie zaprosić mnie do siebie, to wiedz, że będzie mi bardzo przykro, iż nie przywędrowałeś do mnie bezinteresownie.

Ps. Kochani, nie mam nic przeciwko linkom, do waszych blogów, jeżeli nie są bezczelnym i nachalnym spamem. Możecie, je wklejać pod waszymi komentarzami, chętnie wszędzie zajrzę w wolnej chwili. Niestety Disqus uniemożliwia mi znalezienie niektórych blogów. :(





© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon