W kaloszach przez życie... czyli ,,Zielone kalosze"

Zielone kalosze
Autor: Wanda Szymanowska
Wydawnictwo: Novea Res
Gatunek: Literatura obyczajowa
Liczba stron: 192 
Data wydania: marzec 2014 r.
Ocena: 4+/6 (bardzo dobra) 

















Nigdy wcześniej nie słyszałam o książce Zielone kalosze, ale kiedy kilka tygodni temu pojawiła się propozycja zrecenzowania jej, pomyślałam czemu nie? Może okładka mnie nie kupiła, ale za to opis fabuły przywodził mi na myśl sielską opowieść obyczajową, a na taką miałam ochotę. Nie zastanawiałam się długo, od razu przyjęłam propozycję, a teraz pozostaje mi się tylko zastanawiać, dlaczego nigdy wcześniej nie słyszałam o tej dobrej polskiej autorce?

Wanda Szymanowska absolwentka filologii polskiej, na co dzień nauczycielka języka polskiego, niemieckiego i muzyki. Kobieta z wieloma pasjami uwielbia podróżować, kocha dobrą muzykę i wszelkiego rodzaju literaturę. Zielone kalosze to jej debiutancka powieść, która na tle innych debiutów wypada bardzo dobrze. Autorka pokazała kunszt i klasę literacką. 

Antonina postanawia zakończyć swoje dotychczasowe życie w mieście i przestać być tylko przyozdobieniem swojego męża. Jej małżeństwo od lat jest jedynie farsą i fikcją, więc teraz pora wziąć życie we własne ręce. Córka już dorosła, zaczęła grać do własnej bramki, więc matka może w końcu pomyśleć o sobie. Postanawia spalić za sobą niemal wszystkie mosty i zacząć od zera na prowincji. Co z tego wyniknie? Przekonajcie się sami.



,,[...] Obsługuje drania jakby nigdy nic: podaje jedzenie, pierze jego ciuchy, sprząta i prowadzi gospodarstwo domowe. Wszystko w myśl zasady: niechby bił, ale był."


Zielone kalosze to ten rodzaj lektury, które można pochłonąć w jeden wieczór. Czyta się lekko i przyjemnie i nie ma się poczucia, że zmarnowało się wieczór. Książka nie należy do dzieł ambitnej literatury, ale autorka postarała się, aby ukazać prawdziwe życie w najprostszej postaci. Jednak książka ma też drobne minusiki, które chciałabym omówić na samym wstępie. Moją pierwszą bolączką było to, że autorka odrobinę po macoszemu potratowała tematy przemocy domowej. Zabrakło mi w nim emocji, a niektóre sytuacje były bardziej do śmiechu niż do wzruszeń. Choć jeżeli się nad tym głębiej zastanowić, to może właśnie o taki zabieg autorce chodziło? Może nie o emocje tutaj chodziło, a o lekkość odbioru? Coś mi w tym wątku zgrzytało, ale nie na tyle, żebym nie mogła oddać się lekturze. Jest to drobna rysa na szkle, a nie wielki uszczerbek w fabule.
W powieści również czuć polonistyczną duszę autorki. Nie jest to oczywiście wada (przynajmniej książka jest napisana poprawnie, bo ostatnio niektórzy nawet z tym mają problem), wręcz przeciwnie, ta miłość do poprawności językowej sprawiła, że spoglądałam na bohaterkę, nieco łagodniej.

Świetnym posunięciem było zestawienie dwóch różnych światów. Autorka przedstawiła nam Antoninę i jej nowo poznaną koleżankę Stenie. Obie panie, choć z różnych grup społecznych, zmagają się z bardzo podobnymi problemami. Ten kontrast postaci jest tutaj znaczący, dwie kobiety, dwa światy, wszystko różne, a jednak tak wiele ich łączy. Więcej niż można przypuszczać na pierwszy rzut oka.
Jeżeli jestem już przy Steni, to jest to typowa kobieta ze wsi, gospodarna, obrotna i rewelacyjnie zorganizowana. Autorka zbudowała tę postać na archetypach kobiecości, czyli w drodze wyjaśnienia, mamy tutaj kobietę uciśnioną, bojącą się wyrażać własne zdanie i uważająca męża za świętość.
Stenia to postać poboczna, której autorka poświęciła bardzo dużo czasu, idealnie odrysowała nam jej przeszłość i teraźniejszość. Jest to również postać dynamiczna, ale o tym będziecie musieli się już przekonać sami. Bardzo podobało mi się to, że autorka stworzyła tak dokładne i rozbudowane tło obyczajowe, które wielokrotnie wysuwa się tutaj na pierwszy plan.



Nie może się również obejść bez kaloszy! Nasza bohaterka już na samym wstępie zaopatruje się w te zielone butki. Jak dla mnie jest to odrobinę symboliczny zabieg. Bohaterka w powieści zmienia swoje markowe szpilki na zielone gumiaki. Jak dla mnie to symbolizuje zmianę nie tylko butów, ale również dotychczasowego stylu życia. Bohaterka wraz z przysłowiowymi butami zmienia również niektóre swoje percepcje życiowe.
Na uwagę zasługuje jeszcze obraz polskiej wsi, jaki autorka uchwyciła w swojej powieści. Nie mam na myśli tutaj malowniczej natury i pięknych krajobrazów. Mówię o błotnistych drogach, wójcie, który znalazł się na swoim stanowisku, właściwie nie wiadomo dlaczego i mentalności mieszkańców wsi. Drobne zacofanie i zaburzone wartości rodzinne (jak wspomniałam mąż to pan a kobieta służąca), dodają powieści przykrego, ale jednak realnego oddźwięku.

Zielone kalosze to ciepła i bardzo życiowa opowieść. Ukazuje nam kontrast między życiem na wsi a życiem w miastach, tym samym pokazuje nam, jak różne są poglądy tych dwóch grup społecznych. Książka jest lekka, choć porusza znaczące tematy. Mnie zaskoczyła zakończeniem, ponieważ przewidziałam inne i byłam go niemal pewna. Polecam tę książkę wielbicielom powieści obyczajowych.


Za możliwość przeczytania, bardzo dziękuję autorce. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam Cię czytelniku.

Prowadzę moje miejsce w sieci właśnie dla Ciebie. Rozgość się i czuj się jak we własnym zakątku internetu. Dziel się ze mną swoimi spostrzeżeniami, odczuciami i wrażeniami z przeczytanych recenzji, książek i nie tylko. Zachęcam Cię również do zostawienia po sobie śladu w postaci komentarza. Z miłą chęcią sprawdzę, skąd do mnie przywędrowałeś i odwiedzę Twój internetowy kącik. Jednak jeżeli chcesz tylko się niemiło zareklamować i nachalnie zaprosić mnie do siebie, to wiedz, że będzie mi bardzo przykro, iż nie przywędrowałeś do mnie bezinteresownie.

Ps. Kochani, nie mam nic przeciwko linkom, do waszych blogów, jeżeli nie są bezczelnym i nachalnym spamem. Możecie, je wklejać pod waszymi komentarzami, chętnie wszędzie zajrzę w wolnej chwili. Niestety Disqus uniemożliwia mi znalezienie niektórych blogów. :(





© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon