Trust again Mona kasten

Trust again Mona kasten






 

Zdrada rozdziera nasze serca, zaskarbia sobie część naszej duszy i umysłu umysł, nie jesteśmy w stanie zapomnieć bólu i rozczarowania, które są nieodłącznym towarzyszem osoby zdradzonej. Myślę, że nikt z nas nie chciałby przeżyć takiego wielkiego rozczarowania ze strony osoby, która darzyło się miłością.

Dawn po kilku latach od przyłapaniu swojej największej miłości na zdradzie, usiłuje się pozbierać. Jednak nie jest to łatwe, bo ciągle rozpamiętuje przeszłość, rozdrapuje stare rany. Stara się rzucić w wir nauki i pracy, ale lapie się na tym, że jej myśli uciekają do niespełnionych marzeń. Jej jedyną odskocznią są opowiadania erotyczne, które namiętnie publikuje w sieci i do których boi się przyznać znajomym. O względy Dawn usiłuje zbiegać Spencer, jego podrywy zawsze są w formie żartu, czym budzi sympatię bohaterki i czytelników.
W książce Trust again spotkałam się z bohaterami, których miałam okazje już poznać przy okazji pierwszego tomu serii Again. Tomy są ze sobą luźno powiązane i teoretycznie można je czytać oddzielnie, ja jednak jestem fanką chronologii i będę namawiała do zapoznania się z tą historią od pierwszego tomu, aby lepiej zrozumieć zachowania bohaterów i ich specyficzna przyjaźń.
Narracja w tej części, podobnie jak w poprzedniej, jest pierwszoosobowa pisana z perspektywy głównej bohaterki. Mona Kasten tym razem postawiła na miłość rodząca się z przyjaźni.
Bardzo lubię takie watki i uważam, że przeistoczenie przyjaźni w miłość wychodzi zazwyczaj niezwykle naturalnie, tak było i tym razem.

Mona Kasten postawiła na przyjaźń i to się ceni. Udało jej się stworzyć paczkę zagranych przyjaciół, w których niektórzy czują do siebie o wiele więcej niż tylko platoniczna uczucie przyjaźni. Spencer i Dawn ciągnie do siebie już od poprzedniego tomu, tam ich słowna gra była tłem dla głównych wątków, tutaj staje się pierwszym planem. Muszę przyznać, że książkę czytało mi się niewiarygodnie szybko, a to zapewne sprawa lekkiej i przyjemnej konstrukcji tekstu, jak i płynnego i dobrego stylu Mony Kasten. Historia ta jest lepsza od pierwszego tomu, ponieważ autorka postawiła na inny rodzaj emocji, w lepszy sposób wykreowała przeszłość bohaterów i dzięki tej przeszłości wzbudza uczucia.
Najbardziej w całej fabule podobała mi się kreacja głównego bohatera. Jego bolesna przeszłość, niewyjaśnione powroty do domu i dziwna poczucie winy malujące się na jego twarzy za każdym razem, kiedy wraca z rodzinnych stron. Tylko to trzymało w napięciu, tylko ta zagadka kryjąca się w tym bohaterze sprawiała, że coś mnie ekscytować i w jakiś sposób poruszało moje emocji.

Niemniej jednak nie będę ukrywała, że Trust again to nic innego jak typowa książka młodzieżowa, rządząca się schematami i niezapadająca szczególnie w pamięć. Nie żałuję czasu przeznaczonego na lekturę, ale wiem też, że nie wrócę już do tej historii i plasuje się ona raczej w kategorii książek przeczytać, przeżyć i zapomnieć. Przyjemna, relaksująca lektura niewymagająca myślenia – w sam raz na letni relaks.

Zaginione laleczki Ker Duckey & K. Webster

Zaginione laleczki Ker Duckey & K. Webster




Po skończeniu skradzionych laleczek nie umiałam znaleźć sobie miejsca, ciągle wracałam do scen zawartych w książce i błądziłam myślami, analizując fabułę. Zakończenie Skradzionych laleczek nie pozostawiało mi wyboru, musiałam sięgnąć po kolejny tom, aby poznać odpowiedzi na wszystkiego nurtujące mnie pytania.

Po wydarzeniach rozegranych na ostatnich stronach Skradzionych laleczek fabuła przybiera zupełnie inny obrót, zaskakuje jeszcze bardziej i szokuje. Nie będę się tym razem rozpisywała, streszczając fabułę, ponieważ musiałabym zdradzić ważne aspekty z pierwszego tomu, a nie chcę tego robić. Odsyłam was do recenzji Skradzionych laleczek, bo to wszystko, co powinniście wiedzieć o zarysie fabuły.

Narracja w Zagubionych laleczkach jest poplątana, naprzemienna, ale spójną i nie miałam odczucia przeskoków między poszczególnymi punktami widzenia. Ponad perspektywę Jade mamy również rozdziały przedstawiające nam umysł Benjamina. Muszę z ręką na sercu przyznać, że obraz psychopaty wyszedł autorkom przeraźliwie realnie. Mam na swoim czytelniczym koncie kilka reportaży o seryjnych mordercach i obraz fikcyjnej postaci Benjamina nie odbiegał od obrazu psychologicznego niejednego złoczyńca. Jego niejasna przeszłość, traumy dzieciństwa, lek, brak akceptacji i nieprawidłowe wzorce stworzyły w nim wiele pokładów chorej zaginionej psychopatycznej miłości. Benny chciał przede wszystkim być kochany i działał pokracznie, niezrozumiale, aby zapewnić sobie spełnienie swoich marzeń o wielkiej miłości. Myślę, że obraz Benjamina wami wstrząśnie dokładnie tak samo mocno, jak wstrząsnął mną.

W podobnej sytuacja jest kreacja siostry Jade. Przez lata więziona, bita, nauczona zła, sama staje się potworem. Nie byłam zaskoczona poprowadzeniem wątku tej bohaterki, niemniej jednak jestem zachwycona budowa psychologiczna tej postaci. Autorki zrobimy kawał dobrej roboty i należą im się poklaski za tak wiarygodne, pełne skrajnych emocji postacie.

Już początek książki wrzucił mnie w wir niesłychanych wydarzeń. Autorki serwują istną sinusoidę emocjonalną, zaskakując wydarzeniami, szokujące zdarzeniami i jednocześnie osładzając wszystko niewiarygodną miłością, która zrobiła się w pierwszym tomie miedzy para głównych bohaterów. Nie spodziewałam się takiego rozwoju spraw, a już z pewnością nie spodziewałam się takiego zakończenia tej historii. Byłam pewna, że autorki zakończą wszystko inaczej, spodziewałam się, że będę zaszokowana. Jednak to, co dostałam w finale, przerosło moje wszelkie oczekiwaniami.

Zaginione laleczki to kontynuacja zamykająca wszelkie watki, a jednak budząca spotu niepokój zakończeniami. Jestem pewna, że nigdy nie zapomnę tej emocjonującej lektury, a momenty grozy w niej zawarte będą mnie prześladować przez dłuższy czas, jestem zachwycona tą książką i myślę, że trzyma poziom pierwszego tomu, a momentami nawet przerasta go o głowę poziomem skrajnych i niepohamowanym emocji. Polecam wszystkim tym, którzy przeczytało Skradzione laleczki, a niezdecydowanych namawiam do lektury Skradzionych laleczek.

Garść cytatów:





Płonący lód. Nieczyste zagranie Monika Rępalska, Patrycja Kuczyńska [Patronat medialny]

Płonący lód. Nieczyste zagranie Monika Rępalska, Patrycja Kuczyńska [Patronat medialny]

W romansach cenię sobie przede wszystkim charyzmatycznych bohaterów, wciągającą akcję, emocje i niewymuszoną realną miłość. Nie zawsze dostaję od książek to, czego chcę. Czy Płonący lód spełnił moje oczekiwania?

Lexi wraz ze swoją przyjaciółką Lizz wprowadzają się do akademika. Stoją przed nieznanym światem, u progu dorosłości. Niestety na drodze do drzwi nowego świata staje im bezczelny i zbyt pewny siebie Knox wraz ze swoją bandą. Szybko okazuje się, że oni są tu prawem, jako drużyna hokejowa rządzą całą uczelnią – wszyscy powinni się z nimi liczyć i ich szanować. Jednak Lexi nie jest jak wszyscy i zaczyna otwartą wojnę z Knoxem – działają na siebie jak mysz na kota. Wydaje się, że nigdy nie nie dojdą do porozumienia. Czy powiedzenie Kto się lubi, ten się czubi znajdzie zastosowanie w tym przypadku?

Autorki w swoim debiucie postawiły na narrację pierwszoosobową naprzemienną, czym już na samym początku trafiły w mój punkt, ponieważ ten rodzaj narracji jest moim ulubionym. Nauczona przykrym doświadczeniem z rezerwą podchodzę do debiutujących duetów – tym razem jednak dziewczyny pozytywnie mnie zaskoczyły, a czytając, zupełnie nie czułam żadnych przeskoków w narracji czy braku płynności czytania. Pod względem spójności całość wypada naprawdę dobrze, a Płonący lód czyta się błyskawicznie, czując jednocześnie emocje bohaterów.

Najbardziej czego nie znoszę w powieściach romantycznych, to naiwne i pokraczne bohaterki. Lexi na szczęście taka nie jest, s jej zachowaniu jest wiele sprzeczności, często bez powodu przybiera postawę obronną, jest wyszczekana i nie pozwala sobą pomiatać. Lubię takie silne, zdeterminowane i nieprzewidywalne bohaterki, dlatego też Lexi szybko zyskała moją sympatię i myślę, że jej charyzma na długo wbije się w moją pamięć. Z kolei, jeżeli chodzi o postać głównego bohatera, to jestem świecie przekonana, że znajdzie on swoje grono wielbicieli. Jest jednocześnie zły, niebezpiecznych na zewnątrz i zaskakująco dobry w środku. Myślę, że skradnie nie jedno serce wśród czytelniczek, choć wiem, że zanim to nastąpi, zostanie znienawidzony niejednokrotnie. Sama czytając Płonący lód, jednocześnie nienawidziłam bohaterów i nie mogłam o nich zapomnieć. Postacie te wzbudziły we mnie tak wiele skrajnych emocji, że jest to wręcz nie do opisania słowami.

Gra słowna i przepychanki językowe między bohaterami dodają całości charakteru i szczyptę specyficznego humoru. Kolejny romans zbudowany na schemacie od nienawiści do miłości, jednak pomimo powielania tematu, autorkom udało się mnie zaciekawić i utrzymywać zainteresowanie od początku do końca książki. W dobry sposób została wykreowania relacja między bohaterami, ta miłość rozwija się swoim specyficznym rytmem. Na plus zasługuje również wątek przyjaźni, który został zarysowany dość dokładnie w tej powieści i przywołuje na myśl wszystkie zgrane paczki z innych podobnych gatunkowo książek.

Płonący lód. Nieczyste zagranie to udany debiut, autorki opanowały sztukę pisania o emocjach, kreację bohaterów. Minimalnie kuleje styl, co jednak jest do późniejszego dopracowania i doskonalenia bowiem Monika i Patrycja to dwa nieoszlifowane brylanty, które po długiej pracy będą coraz bliżej perfekcji. Polecam przede wszystkim wielbicielom romansów, dla mnie Płonący lód to połączenie Dominika Slatera i serii Off campus – czyli dwóch największych ulubieńców.

Garść cytatów:






Tam dokąd zmierzamy B.N Toler

Tam dokąd zmierzamy B.N Toler


Zapewne zdarzyło wam się zastanawiać, co dzieje się z naszą duszą po śmierci… i czy dusza w ogóle istnieje. Dokąd zmierzamy w naszym życiu i, co dzieje się wtedy, kiedy już nasza ziemska ścieżka dobiegnie końca. Legendy i mity głoszą, że po świecie błąka się wiele dusz, które nie potrafią przejść na drugą stronę, ponieważ mają wiele niepozałatwianych spraw tu na ziemi… a nie od dziś wiadomo, że w każdej legendzie jest, choć ziarno prawdy.

Charlotte posiada niezwykły dar, widzi zbłąkane dusze, pomaga im przechodzić na drugą stronę, załatwia z nimi niezałatwione sprawy. Jej dar jest dla niej utrapieniem – nie może zaznać szczęścia, bo wszyscy mają ją za wariatkę, która twierdzi, że rozmawia z duchami. Kiedy staje na rozstaju dróg, zawieszona nad przepaścią między życiem a śmiercią, jest o krok od samobójstwa, na jej drodze staje Ike… problem w tym, że mężczyzna nie żyje. Aby odwieść Charlotte od samobójstwa, Ike postanawia zawrzeć z nią umowę z wzajemną korzyścią. Charlotte ma pomóc bliźniakowi Ike'a w pogodzeniu się ze stratą brata, a tym samym pomóc Ike'owi w przejściu na drugą stronę. Ike postara się dać Charlotte powody do życia i pokazać jej, że życie jest piękne i ma sens, który należy dostrzec… Czy uda im się osiągnąć wyznaczone cele?

B.N Toler postawiła na narrację naprzemienną, tym razem jednak nie jest to tak sztampowe, jak zazwyczaj, ponieważ tutaj jeden z narratorów nie żyje. Jedna z blogerek, zupełnie nie pamiętam teraz która, w swojej recenzji wspomniała, że książka minimalnie przypomina serial Zaklinaczka duchów. Muszę powiedzieć, że zgadzam się z tym stwierdzeniem. Nasza Charlotte niczym Melinda Gordon ze wspomnianego serialu widzi duchy, rozmawia z nimi i pomaga im przejść na drugą, właściwą stronę. Z tą różnicą, że Charlotte jest już zmęczona takim życiem, tym, że nie może w spokoju cieszyć się światem, bo widzi więcej niż inni.
Char musi się zmierzyć z własnymi demonami oraz przekonać George’a, do odbicia się z dna, na które spadł po śmierci brata.

Po pierwsze cała książka ponadto, że jest dość nietypowa, jest też niezwykle zabawna. Słowna gra Ike'a i Charlotte sprawiał, że niejednokrotnie wypływał mi uśmiech na twarz, a momentami nawet szczerze się śmiałam z ich przekomarzań. Ponadto rodząca się miłość, czy może raczej przyjaźń, między nimi jest tak piękna, naturalna, że nie sposób uwierzyć w jej fikcyjne pochodzenie. Wątek z George’em jest równie intrygujący – dzięki niemu udało się autorce pokazać, jak trudna do przejścia jest żałoba i jak łatwo zatracić siebie w procesie opłakiwania straty kogoś bliskiego. Cały proces i każdy etap żałoby został opisany idealnie i w sposób budzący spore emocje.

Cały wachlarz zaskakujących, intrygujących i pełnokrwistych postaci jest ucieleśnieniem nas wszystkich. Myślę, że w bohaterach każdy z nas jest w stanie znaleźć jakieś cechy i w jakimś stopniu wczuć się w te postacie dając się ponieść ich rozterkom i wewnętrznym walkom.

Niewiarygodny i niezwykle zaskakujący trójkąt miłosny, który tutaj się tworzy, był przysłowiową wisienką na torcie. Takiego wątku jeszcze nie spotkałam, a relacja między bohaterami była tak silna i uzupełniająca się wzajemnie, że z wielkim zaangażowaniem i z zapartym tchem śledziłam wszystko to, co działo się w kolejnych momentach fabuły. Ponadto całego galimatiasu związanego z postaciami żyjącymi i tymi, którzy odeszli już z tego świata, autorce udało się zachować zdrowy rozsądek i pod tym płaszczykiem niewiarygodnych wątków przekazać piękną prawdę o poszukiwaniu samego siebie i o akceptacji tego, jakim się jest, nawet jeżeli cały świat jest przeciwko nam.

Tam dokąd zmierzamy to nie tylko opowieść o śmierci, ale także przejmującą historią o tych, którzy powinni żyć pomimo tego, że stracili już sens istnienia. To potężna bomba emocjonalna uwydatniająca w czytelniku emocje związane z pogodzeniem się ze stratą, zaakceptowaniu samego siebie, sensie istnienia i uleczalnej sile miłości, ponad wszystko inne. Wierze, że i wy zauroczycie się ta bajkową opowieścią o tym, co w życiu ważne i jak łatwo nam zatracić samego siebie w głębokim żalu.

Garść cytatów:







Kaci Hadesa. To nie ja kochanie Tillie Cole

Kaci Hadesa. To nie ja kochanie Tillie Cole




To nie ja kochanie to książka, którą miałam okazję już czytać dość dawno temu. Byłam przeszczęśliwa, gdy wydawnictwo Editio Red poinformowało czytelników o zamiarze wydania tej książki... Uważam, że na naszym rynku powinno być zdecydowanie więcej takich historii, bo budzą emocje, jak żadne inne.

Styx to przywódca gangu motocyklowego – mawiają na niego Milczący Kat, ponieważ w większości porozumiewa się za pośrednictwem języka migowego, może rozmawiać tylko z niektórymi osobami – i jest to dla niego ogromny wysiłek psychiczny, aby odpowiednio dobrać słowa. Salome z kolei to dziewczyna, która przez wiele lat – od dzieciństwa – żyła w społeczności, w zamkniętej sekcie, nie zna życia za ogrodzeniem, obawia się go, ale jeszcze bardziej boi się życia w ciągłej niewoli, przemocy psychicznej, fizycznej i seksualnej. Po śmierci siostry postanawia uciec – wyczerpaną, zakrwawioną dziewczynę znajduje Styx i wraz ze swoimi motocyklowymi braćmi decyduje się, jej pomóż...

Cóż mogę rzec. Kocham tę książkę i zupełnie nie wiem, jak mogłabym was to niej zachęcić. Wiem, że jest specyficzna, wiem, że nie każdy chce czytać o gangach motocyklowych i przemocy, która wiąże się z tym światem. Jednocześnie chciałaby was zapewnić, że Tillie Cole nie idzie w samą brutalność, nie przytłacza ogromem śmierci. Wręcz przeciwnie. Zwraca uwagę na żywy i znaczący problem sekt – w Polsce może nie jest to tak otwarty problem, ale sekty są, mimo że nie zawsze ich doświadczamy, nie widzimy każdego dnia, to jednak nie możemy udawać, że ten problem to tylko fikcja. Ponad tym, o czym wspomniałam, w książce odbywa się tez miłość rządząca się swoimi prawami i idealnie wypracowana właśnie pod motocyklowy półświatek – fani serialu Sons of anarchy będą zachwyceni lekturą Kaci Hadesa i docenią pracę, jaka Cole włożyła w charakteryzację tej powieści.

Akcja zaskakuje już od samego początku, jest to jedna z tych książek, które się czyta jednym tchem a wszystko za sprawą przyjemnego języka i zaskakującej akcji, która gna do przodu, na zmianę racząc miłością, gorącym seksem i napięciem związanym z niebezpiecznymi mafijnym porachunkami. W dodatku zakończenie, które spaja wszystko klamrą, a mimo to zostawia w czytelniku elementy ciekawości, zaskoczenia i nowych pytań rodzących się w głowie.

Główną bohaterką może być uważana za odrobinę naiwną, choć tak naprawdę jest idealnie wykreowaną młodą dziewczyną, która od lat żyła poza swatem, codzienną cywilizacją. Jest zagubiona, zaskoczona tym, co ją otacza, a jednocześnie zdeterminowana, by kochać i być kochaną – nawet jeżeli miłość, jaką jest w stanie jej zagwarantować Styx, jest pełna blizn, to jest pewna, że tylko on jest w stanie na nowo obudzić w niej chęć do życia.

To nie ja kochanie to pierwszy tom cyklu Kaci Hadesa. Książka jest zamkniętą całością, ale tak jak wspominałam, intryguje zakończeniem i pokazuje wstęp do kolejnego tomu. W książce nie znajdziecie miłości jak z bajki przepełnionej serduszkami i słodko brzmiącym cytatami. To przede wszystkim opowieść o braci motocyklowej – silnej więzi i oddaniu kumplom z gangu, jak również o szkodliwości sekt, błędnej interpretacji Pisma Świętego i miłości, która, choć teoretycznie powinna niszczyć, tak naprawdę dodaje siły. Najlepsza książka, wydana na polskim rynki, o motocyklistach, jaką czytałam.
Copyright © 2014 Książko, miłości moja. , Blogger