Tylko twók Vi Keeland

Tylko twók Vi Keeland




Plaża, woda, wyjątkowy klimat, letni flirt, niespodziewane zauroczenie? Brzmi pięknie? Niekoniecznie...

Sydney zrywa zaręczyny, decyduje się jednak pojechać na opłaconą już podróż poślubną. Wraz z przyjaciółką udają się na Hawaje i zmierzają zaszaleć. Żar leje się z nieba, gorąc uderza do głowy, a letnia przypadkowa znajomość przemienia się w seks bez zobowiązań. Czy letni związek okaże się czymś więcej? Jak potoczy się relacja Jacka i Sydney?

Zupełnie nie wiem, od czego zacząć pisanie o książce Tylko twój. Może zacznę od dobrych stron – szalenie podoba mi się okładka książki, a przepiękny odcień niebieskiego cieszy moje oko. Na tym niestety dla mnie kończą się plusy.
Czytając Tylko twój, na zmianę zerkałam na liczbę stron, aby wiedzieć, ile jeszcze zostało mi do końca i na okładkę – aby sprawdzić, czy ta powieść na pewno jest pisana przez Vi Keelend. Zabrakło mi w tej książce wszystkiego, za co tak bardzo lubię książki Vi. Przede wszystkim specyficzny humor Keeland, którego tutaj nie włożyła ani grama, nad czym szalenie ubolewa. Podobnie z jest z kreacją wątku miłosnego, cenię Keelad za to, że zazwyczaj powolnie, a jednak intrygująco prowadzi akcję. Tutaj było mdło i nijako od pierwszych stron. Relacja bohaterów nie opiera się na żadnych emocjach, nie czułam miłości, ważniejszych uczuć, Keeland postawiła tylko na cielesność, którą strasznie mnie przytoczyła. Zanim doszłam do setnej strony, miałam wrażenie, że bohaterowie uprawiali seks częściej niż prostytutka w pracowity wieczór. W dodatku z każdą kolejną sceną zbliżeń moje napięcie odchodziło, ustępując miejsca nudzie, ponieważ Keeland nie wyzbyła się setek powtórzeń w scenach seksu, czego po pierwszych zbliżeniach miałam już dość, a każdy kolejny seks miałam ochotę przekartkować.
Myślałam, że Vi Keeland mnie jednak czymś zaskoczy. Podróż poślubna Sydney dobiega końca, więc relacja z Jackiem wpadnie na inny poziom emocji. Niestety po raz kolejny miałam wrażenie, że autorka dokądś się śpieszy i pędzi z akcją na łeb na szyję, nie zważając na opis żadnych emocji.

Tylko twój to pierwszy tom serii, ja jednak raczej nie sięgnę po kontynuację, ponieważ czuję się mocno zawiedziona tą książką. Dla mnie to najsłabsza pozycja, jaką czytałam spod pióra Vi Keeland i uważam, że stać ja na wiele więcej, niż to, co zademonstrowała w Tylko twój. Może kilka lat temu, na fali takich erotyków Tylko twój miałby spore przebicie, dziś jest jednak dla nie niczym niewyróżniającą się i okropnie płytką książką. Bohaterowie papierowi do granic możliwości, problemy opisane po łebkach, emocje drzemiące w bohaterach opisane zupełnie bez pomysłu, bez polotu bez uczuć...

Tylko twój może spodobać się niewymagającym czytelnikom, którzy chcą lekkiej, płytkiej lektury w sam raz na jeden raz. Ja tym razem czuję się zawiedziona, tej serii już nie dam szansy, ale z innych powieści Keeland nie zrezygnuję, bo wiem, że potrafi wzbudzić we mnie emocje, rozśmieszyć mnie i zaintrygować sposobem budowania fabuły. Tutaj zabrakło mi wszystkiego, za co cenie Keeland stąd tak wielki mój zawód.
 





 
 
Tylko twój
Vi Keeland
Tłumaczenie:
 Gabriela Iwasyk
Cykl: 
Cole (tom 1)
Wydawnictwo:
 Wydawnictwo Kobiece
Tytuł oryginału:
Belong to You
Data wydania:
20 lipca 2018
Liczba stron:
320
Romans
Prawda czy wyzwanie Non Pratt

Prawda czy wyzwanie Non Pratt




Jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić dla drugiego człowieka? Czy chęć pomocy komuś bliskiemu jest warta postawienia na szali swojego życia?

Sef ze wszystkich sił pragnie pomóc swojemu starszemu bratu, który uległ poważnemu wypadkowi, uszkadzając sobie mózg. Chłopak, już nigdy nie wróci do pełnej sprawności, jednak może osiągnąć więcej w dobrym ośrodku opiekuńczo leczniczym. Niestety takie pobyty słono kosztują, a rodzinę Sefa nie stać na pokrycie wszystkich kosztów rekonwalescencji najstarszego syna. Sef postanawia z pomocą Clarie stworzyć kanał na YouTube, na którym będą podejmowali się różnych wyzwań, jednocześnie zbierając na leczenie. Pomimo tego, że Clarie ma nieprzyjemne doświadczenia z internetem, jest w stanie poświęcić się dla dobra sprawy. Jak daleko posuną się w przyjmowaniu wyznań Clarie i Sef? Czy dziewczyna, która wyznaje prawdę i chłopak podejmujący wyzwania zachowają należyte bezpieczeństwo w podejmowaniu wyzwań?

Prawda czy wyzwanie to opowieść składająca się z trzech części. W pierwszej dostajemy tylko narrację z perspektywy Claire, w drugiej to historia widziana oczami Sefa, natomiast trzecia część poprowadzona jest w narracji pierwszoosobowej naprzemiennej i opisuje konkretne dni tygodnia, które mają miejsce po pewnych wydarzeniach. W pierwszej części poznajmy dokładnie Clarie – tutaj też autorka skupia się na ważnych problemach społecznych. Przede wszystkim mówi o aseksualności, skomplikowanych relacjach pomiędzy młodymi ludźmi, jak również zwraca uwagę na żywy problem, którym jest molestowanie – zwane naiwnie końskim zalotami, a jednak mocno krzywdzące dla ofiary. Mamy tutaj również do czynienia ze zjawiskiem nękania w internacie, które w ostatnim czasie jest problemem szerokiej skali.

Całość jednak skupia się na szczytnym celu, choć momentami sposób osiągania tego celu graniczy z brawurą, a nawet zakrawa na głupotę. Do pewnego stopnia jestem w stanie zrozumieć zachowanie Sefa szczególnie po przeczytaniu drugiej części, w której wszystkie kierujące nim pobudki są idealnie uargumentowane. Non Pratt w rewelacyjny sposób wykreowała tutaj miłość braterską i silnie więzy rodzinne – należą się za to pokłonu.
Jak już wspomniałam, książka dzieli się na trzy części, po zakończeniu pierwszej części czułam się rozbita. Autorka urywa wątek w kulminacyjnym momencie, a w drugiej części zaczyna od czegoś zupełnie innego, aby dopiero pod koniec rozjaśnić nam sytuację. Jeszcze nigdy nie byłam tak rozdarta w czasie czytania książki. Z jednej strony chciałam się szybko dowiedzieć, jak zakończy się wątek z pierwszej części, jednocześnie nie mogłam tak po prostu opuścić perspektywy Sefa, ponieważ intrygował mnie w równym stopniu, co niedokończony wątek. Non Pratt intrygowała mnie z każdym rozdziałem, z zapartym tchem śledziłam wszystko, to co wydarzyło się w fabule. Nie mogłam się oderwać, a całość pochłonęłam na jeden raz. Warto było, bo książka jest napisana lekkim językiem, a jednak zwraca uwagę na coś ważnego. Nie jest typową młodzieżówką, choć autorka zaznacza, że całość jest wytworem jej wyobraźni, nie ukrywa, że sytuacje zamieszczone w książce zdarzają się każdego dnia. Bardzo podobało mi się, że autorka wymianie w podziękowaniach miejsca, które pomagają osobom z urazami mózgu Żałuję trochę, że wydawnictwo nie zdecydowało się o podobną listę polskich placówek zajmujących się takimi urazami.

Prawda czy wyzwanie to naprawdę dobra książka, obok której nie można przejść obojętnie. Uważam, że znajdą w niej coś dla siebie zarówno osoby dorosłe, jak i nastolatki, dla których de facto książka jest przeznaczona. U mnie te publikacja wskakuje na listę wartościowych powieści młodzieżowych, dajcie jej też szansę.








Prawda czy wyzwanie
Non Pratt
Tłumaczenie: Bożena Stokłosa
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania:
23 maja 2018
Liczba stron:
384
Literatura młodzieżowa


Revved Samantha Towle

Revved Samantha Towle




Kiedy zaczynałam czytać Revved, byłam pełna obaw. Do tej pory jedyną książką o kierowcach rajdowych, jaką przeczytałam, był Driven, którego uwielbiam pomimo upływu czasu. Nie byłam przekonana do podobnego tematu w romansie. Czy Samantha Towle dorosła do pięt K. Bromberg?

Andressa Amaro zwana przez przyjaciół Andi, jest mechanikiem samochodowym. Dziewczyna jest wniebowzięta, gdy otrzymuje propozycję pracy jako mechanik formuły 1. Niestety od tej pory Andi musi pracować dla Carricka – najzdolniejszego kierowcy rajdowego ostatnich lat. Carrick jest ucieleśnieniem wszystkiego, przed czym Andi chce się chronić, wszak jej życie toczy się w imię zasady: nie wiązać się z kierowcami wyścigowym. Carrick stara się robić wszystko, aby złamać wszelkie zasady Andi... Czy dziewczyna odeprze jego zaloty, czy złamie sztywne reguły?

Nie wiem, co mogłabym powiedzieć o tej historii poza tym, że mnie pochłonęłam, złamała i pozytywnie zaskoczyła. Skrajne emocje towarzyszyły mi od pierwszych zdań, już na prologu zalałam się łzami, a sposób, w jaki Towle pisze o emocjach, trafił w mój najczulszy punkt.
Na początek muszę przyznać, że książka jest naprawdę fajnie wydana. Tytułem każdego z rozdziałów jest miejsce akcji – akcja toczy się w różnych zakątkach świata ze względu na to, że mamy do czynienia z szeregiem rajdów formuły. Dzięki umiejscowieniu fabuły w różnych miejscach możemy zwiedzać świat, nie ruszając się z wygodnego fotela. Towle stara się przybliżać nam, choć urywki kultury kraju, w którym obecnie się znajdujemy. Pomimo tego, że za każdym razem fabuła umiejscowiona jest w innym miejscu, nie czułam się zagubiona, a przez tekst się płynie, nie odczuwając żadnych przeskoków. Przyjemny, lekki i prosty język ułatwia przyswajanie historii, a emocje skryte w rozdziałach sprawiają, że książka na długo zostanie ze mną.

Po samym opisie wydawać by się mogło, że historia jest niezwykle sztampowa – w pewnym sensie może i tak jest. Wszak w romansie już niemal na początku wszystko wiadomo. Jednak w tym wypadku wykonanie, poprowadzenie fabuły stawia tę książkę w innym świetle i zapewnia jej nutkę oryginalności. Po pierwsze bohaterka, która jest zupełnie inna niż książkowe kobiety kreowane dotychczas. Andi jest niezwykle charyzmatyczna, szczera jednocześnie, w dodatku zawód, jaki wykonuje dziewczyna, wyróżnia ja na tle innych bohaterek, sprawiając, że z pewnością na długo zostanie w mojej pamięci. Carrick z kolei na pierwszy rzut oka wydaje się rozpuszczonym dzieciakiem, jednak wraz z rozwojem fabuły obserwujemy jego prawdziwe ja, które jest bardziej złożone, niż z początku się wydaje.

Wątek miłosny został wykreowany rewelacyjnie, nic nie dzieje się zbyt szybko. Towle postawiła na powolny rozwój wydarzeń, jednocześnie rozkochując w sobie bohaterów i kreując zwartą paczkę przyjaciół. Wszystko rozwija się w sposób naturalny, bez problemu wyczułam się w główną bohaterkę, a dzięki delikatnemu poprowadzeniu akcji bez trudu wyczułam się również w miłość rodząca się pomiędzy postaciami. Towle tak manewruje sytuacjami, że po skończeniu lektury czułam bliskość z postaciami, jednocześnie było mi żal, że to już koniec.
W całości nie brak też zabawnych sytuacji, ciekawych dialogów. Towle udało się stworzyć nie tylko wątek miłosny pełen realizmu, ale również unikalną i prawdziwą przyjaźń.

Revved bez wątpienia może być młodszą wersją Drivena. Emocje są na wysokim poziomie, relacje bohaterów wykreowane niezwykle realistycznie, a całość doprawiona sporą dawką adrenaliny, która jest nieodłącznym elementem wyścigów. Postacie pełne pasji, miłość, która łapie za serce i przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć, rzucając cień na ulotne chwile szczęścia. Polecamy czytelnikom powieści romantycznych, znajdziecie tu coś dla siebie.







Revved
Samantha Towle
Tłumaczenie: Maciej Olbryś
Cykl: Revved (tom 1)
Wydawnictwo: NieZwykłe
Tytuł oryginału
Revved
Data wydania
4 lipca 2018
Liczba stron:
440
Romans

Z otchłani Martyna Senator

Z otchłani Martyna Senator




Z otchłani jest piątą książką w dorobku literackim Martyny Senator, a dla mnie czwartą przeczytaną powieścią spod pióra tej autorki. Do tej pory każda z książek Martyny Senator robiła na mnie wrażenie, czy i tym razem było podobnie?

Kaśka jest współlokatorką Sary, którą mogliśmy poznać w książce Z popiołów. Dziewczyna jest w stałym związku z Adamem, jej życie komplikuje się w dniu, w którym chłopak wyznaje jej, że ją zdradził. Zadręcza się, szuka winy w sobie i jest ciągle nieobecna myśli. Dlatego też jedna z przyjaciółek postanawia potajemnie założyć jej konto na Tinderze i umówić ją na randkę. Kasia jednak ani myśli dawać szansy Szymonowi poznanemu za sprawą aplikacji randkowej. Ich relacja nie jest łatwa, w dodatku Szymon boi się otworzyć wszystkich drzwi do swojej prywatności. Czy znajomość ta ma jakąkolwiek szansę przerwania?

Z otchłani jest książką luźnie powiązaną z powieścią Z popiołów, teoretycznie wątki z tych książek nie łączą się ze sobą ściśle, jednak ja, fanka chronologii, będę namawiała do czytania tych książek w kolejności – aby łatwiej zrozumieć relacje łączące bohaterów. Senator w Z otchłani postawiła na narrację pierwszoosobową naprzemienną, tym razem jednak nie odkryła wszystkich kart z życia Szymona, a raczej każdym kolejnym rozdziałem pisanym z perspektywy chłopaka, intrygowała coraz bardziej, sugerując, że Szymon ma coś do ukrycia. Choć udało mi się przewidzieć, co takiego dzieje się w życiu Szymona, autorce mimo to udało się wzbudzić we mnie emocje i pokazać, że potrafi w piękny i barwny sposób pisać o uczuciach, relacjach międzyludzkich i niepowtarzalnej miłości.

Wątek miłosny, który kreuje Maryna Senator na stronach powieści Z Otchłani, jest ujmujący. Nic nie dzieje się zbyt szybko, bohaterowie mają swoją nutkę tajemniczości, są pełnokrwiści, przywodzą na myśl ludzi, którzy gdzieś tam, w równoległej rzeczywistości, mogą istnieć naprawdę. Ta para złapała mnie za serce, a problemy, z jakimi musi się zmierzyć, sprawiają, że całość podobała mi się bardzkiej niż powieść Z popiołów.

Z Otchłani jest chyba najbardziej dojrzałą książką, jaką czytałam spod pióra Martyny Senator. Zapewne wpływ na dojrzałość tej opowieści mają wątki splatające się z wątkami miłosnymi. Senator porusza dojrzałe problemy, skupia się na odpowiedzialności za własne czyny i na miłości, która jest bez względu na ogólny stan rzeczy. Senator mówi o zaufaniu i w bardzo dobitny sposób pisze, co dzieje się ze związkiem, kiedy zaufania brakuje.




„Zaufanie w związku jest jak spadochron. Żaden człowiek o zdrowych zmysłach nie wyskoczy z samolotu bez asekuracji. Dlaczego więc niektórzy ludzie są na tyle głupi, że decydują się na związek, w którym szwankuje tak ważny element?”




Z Otchłani mnie pochłonęła, zaczęłam ją czytać rano i udało mi się ją skończyć przed południem, co dla mnie jest niemałym wyczynem i wymaga poświęcenia, ale nie było siły, która mogłaby mnie odciągnąć od historii Kaśki i Szymona – jestem zauroczona tą dwójką, zaskoczona, że Martyna Senator nadal potrafi mnie zaintrygować i wzbudzić we mnie emocje, a już wisienką ma torcie jest przyjemne uczucie na dnie serca, które towarzyszyło mi na długo po skończeniu tej książki. Polecam – ja dałam się wciągnąć w tę otchłań, a wy?







Z otchłani
Martyna Senator
Cykl: Z popiołów (tom 2)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania
15 lutego 2018
Liczba stron
332
Romans
Mój zawodnik K.Bromberg

Mój zawodnik K.Bromberg



Bromberg zachwyciła mnie swoją serią Driven, która w ostatnim czasie doczekała się ekranizacji pod postacią serialu. Czy Mój zawodnik, choć w minimalnym stopniu dorasta do pięt serii Driven? Czy znalazłam tutaj coś, co byłoby w stanie mnie zaskoczyć i rozbudzić moje emocje?

Eston to gwiazda baseballu, niestety poprzez kontuzję zostaje wyłączony z gry. Klub sportowy, dla którego gra Eston, zatrudnia wykwalifikowanego fizjoterapeutę, jednakże na pierwszym spotkaniu zamiast fizjoterapeuty pojawia się jego córka – Scout. Przed nią niełatwa walka w udowadnianiu Estonowi, że jest równie wartościowym fizjoterapeutą, co jej ojciec. W dodatku Eston jest ucieleśnieniem męskości, a Scout musi zachować profesjonalizmu i nie dać się uwieść.

Mój zawodnik to pierwszy tom serii o takim samym tytule. Bromberg postawiła na narrację pierwszoosobową naprzemienną, czyli trafiła w mój punkt. Dzięki tak po prowadzonej narracji bez problemu mogłam przybliżyć nam charakter każdego z bohaterów i otworzyć przed nami uczucia rodzące się w postaciach. Niestety, jak dla mnie, na narracji plusy tej książki się kończą. A zaczynają się schodu usłane minusami.
Po pierwsze nie podobało mi się, że niemal od pierwszych stron bohaterowie mają się ku sobie, a wzajemna niechęć, jaką starała się wpleść Bromberg to sztuczny zapychacz mający podrasować emocje bohaterów – dla mnie zupełnie niepotrzebny w tym przypadku, ponieważ już po bodajże dwóch pierwszych rozdziałach, niechęć znika, a bohaterowie nie myślą o niczym innym, jak o seksownym ciele tego drugiego. W dodatku akcja bez większego sensu przyśpiesza na początku, aby przez resztę książki nie działo się zupełnie nic, co mogłoby w jakimś stopniu zachęcić mnie do czytania z większym zaangażowaniem, zainteresowaniem. Wynudziłam się niemiłosiernie i nawet wydarzenia ostatnich stron nie sprawiły, że mogłabym tę książkę ocenić bardziej pozytywnie.

Kolejnym minusem dla mnie był zupełny brak emocji. A może inaczej, Bromberg starała się wpleść sceny, dialogi, które powinny zadziałać na czytelnika, wzbudzić we mnie uczucia. Jednakże moim zdaniem zrobiła to w tak pobieżny i byle jaki sposób, że nie czułam tego, co zdaje się, powinni czuć bohaterowie. I choć zdaję sobie sprawę, że Mój zawodnik znajdzie grono swoich wielbicieli, dla mnie był niczym innym jak mdłym, sztampowym romansem, w którym zupełnie nie czułam dobrego, jak dotąd warsztatu i kunsztu autorskiego Bromberg. Mój zawodnik do pięt nie dorasta serii Driven i sądzę, że Bromberg stać na coś o wiele lepszego.







Mój zawodnik
K. Bromberg
Cykl: Mój zawodnik
Wydawnictwo: Editio
Tytuł oryginału
The Player
Romans 


Copyright © 2014 Książko, miłości moja. , Blogger